piątek, 6 kwietnia 2012

Jednopart 2.

Przyjaźń zawsze! – Terapia grupowa.

Gdy ta wysoka, czarnowłosa dziewczyna z zielonymi oczami tylko siadała do komputera wszyscy wiedzieli, że będą się działy rzeczy wspaniałe i niezwykłe. Mimo, że miała dopiero osiemnaście lat, co w tym zawodzie stanowiło niezwykle niską barierę wieku to potrafiła rozbudzić ciekawości i wzbudzić emocje jakich nie dało się zapomnieć. Była chyba najbardziej uzdolnioną pisarką młodego pokolenia, która zaistniała na świecie wydając bestseller w tak młodym wieku. Była nadzieją przemysłu wydawniczego i swoich rodziców, których przepełniała duma na samą myśl o sukcesie ich niczym niewyróżniającej się córki. Niczym oprócz tego wielkiego daru. Daru pióra, jak sama to określała. Potrafiła stworzyć coś wspaniałego i nieporównywalnego. Coś z niczego. Była zdolna napisać, jak tylko miała chęć, książkę, powieść na światowym poziomie.
Ostatnia jej książka sprzedała się w milionach egzemplarzy i trafiła do każdego miejsca na ziemi. Wzbudzała zachwyt, oszołomienie, zaskoczenie, radość, łzy i wiele innych jakże skrajnych emocji. Ukazywała przekrój życia zwykłej dziewczyny, która miała szczęście w nieszczęściu, którą los obdarzył możliwością przeżycia wspaniałej przygody i odnalezienia szczęścia, miłości, przyjaźni i zadowolenia z życia. Książka traktowała o przemianach wewnętrznych. Przemianie dziewczynki zagubionej we własnym świecie w kobietę, która musiała odnaleźć własne ja na obcym terenie, w nieznanym miejscu. Opowiadała o życiu autorki z elementami fantastyki. Fantastyki, która w gruncie rzeczy była jak najbardziej realna, jednakże dla samej autorki wręcz fantastyczna i wyimaginowana. W taki sposób jej biografia podbiła serca milionów ludzi, więc dlaczego dziewczyna się nie cieszyła? Dlaczego to wszystko uważała za stratę czasu i mrzonki o wielkości? Dlaczego żyła swoim pesymistycznym snem, a nie cieszyła się życiem, sukcesem i młodością?
Tego nikt nie wiedział. I nikt nie dociekał. To było jej życie, a wszyscy chodzili przekonani, że dziewczyna jest szczęśliwa i nie ma prawa marzyć o niczym więcej., więc ona nie marzyła. Wierzyła bezgranicznie w dobre intencję ludzi jej bliskich i tak jak oni wmawiała sobie, że jest szczęśliwa, ale w głębi duszy czuła, że czegoś jej brakuje. Bała się tylko do tego przyznać na głos.
- Lena, kolacja. – powiedziała niska, drobna kobieta o rudych włosach, zielonych oczach i twarzy pooranej nielicznymi zmarszczkami wychylając głowę zza drzwi. Miała około czterdziestu kilku lat. Była zadbana i wypielęgnowana. Na jej twarzy było widać tylko nieliczne znaki czasu. Kobieta mimo, że była matką siedzącej przy komputerze dziewczyny wcale nie była do niej podobna.
Dziewczyna, Lena skinęła głową pokazując, że słyszy słowa matki. Napisała ostatnie zdanie, przeczytała je trzy razy i pokiwała głową. Było bardzo dobre. Wyjątkowo jej dzisiaj wszystko szło. Uśmiechnęła się blado wąskimi ustami. Jej uśmiech nie objął oczu, ale nikt nie zwracał na to uwagi. Ważne było, że się uśmiecha.
Wstała i wolno, bez pośpiechu ruszyła za matką do jadalni, gdzie siedział już starszy mężczyzna, łysawy z siwiejącym resztkami niegdyś czarnych włosów. Mężczyzna miał taki sam nos jak Lena i usta równie wąskie. Był wysoki, jednak teraz siedział zgarbiony, jakby przytłoczony ciężarem życia. Obok niego siedział bawiąc się widelcem młody na oko piętnastoletni chłopak. Bardzo podobny do matki, jednak kolor włosów miał całkowicie inny. Był szatynem czym różnił się od reszty rodziny. Z postawy niedbały i „olewający system” .
- Lenko, kochanie, pamiętasz, że jutro masz wywiad u tego jakiegoś tam sławnego, który zapewni ci rozgłos? – odezwała się Elżbieta Olszewska nakładają na talerz kilka listków zielonej sałaty.
- Pamiętam, mamo. I nie stresuję się. – odpowiedziała Lena bawiąc się jedzeniem leżącym na talerzu.
- Wiem, że się nie stresujesz, kochanie. Po prostu zastanawiałam się czy wiesz co masz powiedzieć, jak cię zapyta skąd czerpałaś wzorce wymyślając ten zespół.
- Daj jej spokój, Ela. Niech zje obiad, a nie.. Zamęczasz ją tym i stresujesz.- włączył się do rozmowy mężczyzna podnosząc wzrok znad własnego talerza.
- Nie upominaj mnie, Leon. Chciałabym tylko się upewnić, że Lena wie co robić.
- Jestem pewien, że wie. To już duża dziewczynka. – Ojciec uśmiechnął się do córki nieznacznie. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech i dalej gmerała widelcem w talerzu. Siedziała zgarbiona i  zdawać by się mogło, że słowa matki w ogóle do niej nie docierają. Ona tymczasem przyjmowała każdą uwagę, wskazówkę z pełnym skupieniem i analizowała. Była całkowicie zdominowana przez swoją matkę-menadżera.
- Może i duża, ale ja jestem jej menadżerem i odpowiadam za jej wizerunek. To co powie będzie miało na nas wielki wpływ. – mówiła naburmuszona z ustami ułożonymi w ciup Elżbieta. Była to skrajna materialistka i zdawała się nie dostrzegać zagubienia córki w nowej sytuacji.
- W takim razie co mam powiedzieć, mamo?- zapytała Lena nie dając dojść do głosu swojemu ojcu.
- No jak to co, słoneczko?  Przecież mówiłaś, że wiesz. Najlepiej powiedz, że to jakiś dobry, bardzo popularny zespół.. Zresztą sama wiesz.. Może napisz to sobie, co? – uniosła do góry dwie idealnie wypielęgnowane brwi pani Elżbieta. Lena tylko skinęła głową układając sobie w myślach treść przemówienia.
- Lena! Mówię do ciebie. – upomniała się matka po kilku sekundach. Dziewczyna spojrzała na nią niepewnie i powiedziała:
- Napiszę to.
W tej chwili w jadalni dało się słyszeć szuranie odsuwanego krzesła.
- Michał, a ty gdzie? – po raz któryś tego dnia oburzyła się matka dzieci.
- Dziękuję. Idę do swojego pokoju. – odpowiedział i pobiegł na górę. Pani Olszewska prychnęła tylko i zajęła się swoją sałatą. Ojciec z córką wymienili porozumiewawcze spojrzenie.
Taka była codzienność w domu państwa Olszewskich. Ponura atmosfera całkowicie kontrolowana przez panią domu. Panią z wyższych sfer. Jednakże wszyscy mieszkańcy tego zacnego domu byli już do tego całkowicie przyzwyczajeni. Taka była ich rzeczywistość, której nie dało się ot tak zmienić. Powieść pozytywistyczna w rzeczywistości, czyli nuda, zawiłość i szara codzienność, realia bez dramatów, komedii czy jakiegokolwiek wystąpienia poza normalność.

*

Lena Olszewka wysiadła ze starej, srebrnej Toyoty przed studiem angielskiej telewizji. Stanęła przed gmachem i przyglądała  się ogromności tego budynku. Wiedziała, że te wywiad będzie dla niej przełomowy, a miała jakże trudniej niż inni. W końcu była Polką.
Dwa lata temu sytuacja materialna jej zmusiła jej rodzinę do wyjazdu „ za chlebem” do Londynu. Wyprowadzili się z Kalisza i zamieszkali w całkowicie obcym jej miejscu. Wszystko było dla dziewczyny takie obce. Na początku było bardzo ciężko. Nie mogła sobie poradzić z samą sobą, a do tego dochodziła ciężka sytuacją materialna. Nikt nawet nie przypuszczał, że na komputerze dziewczyny czai się absolutny bestseller, którego angielskie wydawnictwa przyjmą z otwartymi ramionami.
Dziewczyna stała przed tym wielkim budyniem, inwestycją w jej przyszłość i nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. A mimo to ciągle była smutna. Jednakże wiedziała, że już za chwilę znów będzie musiała przywdziać maskę słodkiej, uśmiechniętej dziewczyny i dać największy popis gry aktorskiej w całym swoim życiu.
-Lena, na co czekasz? – warknęła jej matka lekko popychając ja do przodu. Ruszyła więc niepewnie za matka. Za nimi poczłapał się zupełnie niezauważony Michał Olszewski. Chłopak widmo.

-Witam w moim studiu  dziewczynę, która podbiła serca milionów czytelników na całym świecie. Pokazała, ze marzenia się spełniają, i że każdy może zostać pisarzem. Przed państwem Lena Olszewska. – zapowiedział ją wyróżniający się  starszy pan o krzaczastych brwiach, orlim nosie i pieprzyku na brodzie. Był ubrany w idealnie skrojony i dopasowany garnitur od Armaniego, który idealnie leżał na jego wątłym ciele. Uśmiechał się sztucznie i patrzył prosto do kamery zza grubych okularów w czerwonych oprawkach.
Lena weszła pewnie, sprężystym krokiem do studia i podała rękę prowadzącemu. Uśmiechnęła się równie sztucznie i usiadła na miękkiej obitej białym zamszem kanapie poprawiając swoją idealnie dopasowaną, najnowszą , lekko różową sukienkę od Prady, tak by zakrywała jej chude kolana.
Po kilku minutowym słodzeniu sobie nawzajem dziennikarz wziął się do pracy i przeszedł do pytań.
- Skąd pomysł na taką książkę? – zapytał zaglądając w swoje notatki.
- Z marzeń. Marzeń mnóstwa nastolatek zarówno w tym kraju jak i na świecie. W końcu jaka dziewczyna nie chciałaby przeżyć namiętnego romansu z gwiazdą rock’a.
Wiekowy prowadzący zaśmiał się sztucznie. Znalazł również punkt odniesienia.
- Czyli mam rozumieć, że przeżyłaś romans z jakąś gwiazdą.? Nie musisz się wstydzić, tu wszyscy są rodziną, prawda!?- krzyknął do publiczności, która natychmiast zaskandowała w potwierdzeniu. Lena uśmiechnęła się do kamery myśląc o tym wywiadzie jak o żałosnym rodzaju maskarady. O hienach medialnych chcących wydusić z niej każdy nawet najmniejszy fragment jej życia osobistego.
- Nie, oczywiście, że nie. Jak już mówiłam książka powstała z marzeń nastolatek, a nie z moich prywatnych doświadczeń. – dziewczyna próbowała nawrócić dziennikarza na  właściwe tory. Jednak on się nie dał.
- Czyli nie powiesz nam czy największy debiut pisarski ostatnich lat ma chłopaka?
- Mój debiut to nie wiem. Proszę się jego zapytać. Ja nie mam. Teraz ciężko pracuję, myślę i opracowuję nową książkę, która mam zamiar opublikować w przyszłym roku i na mam czasu na kontakty towarzyskie. – powiedziała miło, aczkolwiek dobitnie dziewczyna. Nie chciała by jej rozmówca daje zamęczał ją tematami osobistymi przed milionami widzów. Nie po to tam poszła. Była już lekko zirytowana i  bała się, że wszyscy to zobaczą, a wtedy jej matka nie będzie dla niej miła. I wydawcy również.
- Rozumiem. Skąd w takim razie wzięłaś piątkę przystojnych chłopców z boys bandu ? Na kim się wzorowałaś? Słyszeliśmy plotki, że umawiałaś się z chłopakami z The Wanted. – poruszał brwiami prezenter i nachylił się teatralnie w jej stronę, by nie uronić żadnego jej słowa.
- Ktoś ma naprawdę bujną wyobraźnie. – odpowiedziała Lena śmiejąc się z równym dziennikarzowi talentem aktorskim.- Jednakże faktycznie czerpałam pewne wzorce z osób jak najbardziej realnych.
- Kim są ci przystojniacy?- drążył prowadzący. Lena spojrzała za kulisy na stojącą tam matkę. Trwało to zaledwie ułamki sekund. Elżbieta kiwnęła głową. Dziewczyna odwróciła się do prowadzącego i wypaliła:
- Moim największym wzorem był brytyjski zespół One Direction. Bardzo lubię ich muzykę i podziwiam samych jej wykonawców. Oczywiście w książce nie wykorzystałam żadnego wizerunku, tylko podobnie wykreowałam postaci i zaczerpnęłam pomysł. Mam nadzieję, że chłopcy nie będą mieli mi tego za złe.
Prezenter uśmiechnął się od ucha do ucha i wykrzyknął:
- Zapytajmy ich o to! One Direction!
Na plan wbiegło pięciu przystojnych chłopców. Lena patrzyła na nich jak zaczarowana. Czuła, że zrobiła z siebie idiotkę i miała ochotę stamtąd uciec. Problem stwarzało tylko kilka milionów widzów siedzących przed telewizorami.

„To jest nagrywane” Ta myśl Leny Olszewskiej była przełomowa. Wstała z kanapy i nie zważając na krzyki reżysera, scenarzysty i prezentera oddaliła się pospiesznie poza obszar obstrzału kamer.
- Jak mogłaś mi to zrobić?!- krzyknęła po polsku do matki. Elżbieta Olszewska otworzyła szerzej oczy i patrzyła na córkę z przerażeniem.
- Lena, jak ty się zachowujesz.- syknęła również płynnie przechodząc na polski jej matka.
- Ja?! To ty zrobiłaś ze mnie idiotkę na wizji! Dobrze wiedziałaś, że oni tu są. Pewnie sama podsunęłaś ten pomysł scenarzystą.
- Zrobiłam to dla ciebie, kochanie. Jestem twoją matką i wiem co dla ciebie najlepsze. Trochę rozgłosu się przyda.
Dziewczyna prychnęła.
- Ty jesteś moją matką?! Jak możesz się w ogóle tak nazywać?! To wszystko jest chore. Żegnam państwa.! – krzyknęła Lena i szybkim krokiem zaczęła się oddalać. Jej matka przez chwilę stała oniemiała, ale szybko się opanowała. Nie mogła skazać się na porażkę.  To byłby jej koniec. W tej chwili nic nie miało znaczenia, musiała uratować występ córki.
- Lena, zaczekaj! Przecież nie skończyłaś! Tak nie można, kochanie. Lena, wróć!
Jednak dziewczyna nie miała zamiaru wracać. Za dużo już wycierpiała. Za dużo pozwalała swojej matce. Dobrze pamiętała czasy, kiedy jeszcze nie była sławna. Jej matka była całkiem inna. Troszczyła się o nią i miała na uwadze jej dobro, a nie karierę. Teraz jej świat powoli się walił, a ona nie miała nic do powiedzenia. Miała się z tym pogodzić i dać sobie spokój. Zapomnieć jak kilka lat temu jej matka przychodziła do niej wieczorami i szeptała „ słodkich snów” , jak wieczorami razem oglądały ulubione seriale i wymieniały się książkami obie tak samo zafascynowane. Jednak Londyn wszystko zmienił i nie mogła tego cofnąć.

**

- Michał, idziesz?- zapytała Lena siedzącego przy bufetowym stoliku chłopaka, który jak zwykle miał na wszystko wywalone.
Lena zdawała sobie sprawę, że nie zawsze tak było. Kiedyś był normalnym, fajnym chłopakiem bez uprzedzeń. Teraz był nie widoczny. Liczyła się tylko ona. A Michał stał gdzieś daleko w jej cieniu i nie protestował. W głębi duszy cieszył się z sukcesu siostry, ale miał do niej o to wielki żal.
- Skończyliście już? – odpowiedział pytaniem na pytanie bawiąc się niedbale szklanką z sokiem pomarańczowym.
- Pokłóciłam się z matką. Nawet nie wyobrażasz sobie co ona zrobiła.. Zapros…
- Można? – zapytał wskazując krzesło wyskoki chłopak z prostymi włosami, uśmiechający się do niej powalająco. Ona go bardzo dobrze znała. Z telewizji.
- Ili.. – dokończyła w szoku. – Jasne, jasne.
Chłopak zasiadł na przeciwko i uśmiechnął się szeroko.
- Jestem Louis. Czemu od nas uciekłaś? Czytałem twoją książkę. Jest naprawdę dobra.
Dziewczyna nie wiedziała co ma powiedzieć. Potarła lekko nos.
- Tak, dziękuję. Wcale nie uciekłam. Po prostu to była taka niezręczna sytuacja.
- Niezręczną sytuacją nazywasz to, że… - zaczął zdanie wpatrując się w dziewczynę, jakby oczekiwał odpowiedzi. Dziewczyna westchnęła i poddała się magnetycznemu spojrzeniu jego oczu.
- Że to was wskazałam jako inspiracje, a wy wyłaniacie się zza przepierzenia, zza kulis. To niesprawiedliwe, że matka mi coś takiego zrobiła. Niby jest moją rodzicielką, a zachowuje się, jakby obchodziła ją tylko moja kariera, którą w gruncie rzeczy mam gdzieś. Jestem nastolatką, chce się bawić., a nie..- Lena wylewała wszystkie swoje żale. Mimo, że nie znała Louisa musiała się wreszcie komuś wygadać, tego potrzebowała. Chłopak jej nie przerywał siedział z lekko uchylonymi ustami i słuchał jej monologu.
- I ty narzekasz? Przynajmniej cię widzi.. Nie chciałabyś cały czas być w czyimś cieniu. – oburzył się siedzący obok dziewczyny Michał. Lena uśmiechnęła się do niego smutno i przepraszająco zarazem.
- Oj, widzę, że macie naprawdę niewesoło. Powiem wam w zaufaniu, że jeżeli dobrze pamiętam to faktycznie wasza matka robi nienajlepsze wrażenie. Jest taka niezdrowo podekscytowana… Ale nie ważne teraz idziemy! – wykrzyknął Louis na tyle głośno, żeby nie zwrócić na siebie niczyjej uwagi. Lena popatrzyła na niego i uniosła brwi.
- Dokąd?- zapytała lekko przerażona, ale równie zaintrygowana.
- Zobaczysz. Wychodzimy stąd. Chodźcie. – Lou wstał i nie czekając na nikogo popędził do drzwi. Dziewczyna podniosła się z miejsca, pociągnęła za sobą brata i ruszyła za nieznanym jej chłopakiem/
-To jest wariactwo.- szepnęła do siebie, a potem zawoła to chłopaka. – Jesteś wariatem!
- Ale jakim! – odkrzyknął chłopak otwierając drzwi prowadzące na zewnątrz i przytrzymując je dla idącej gdzieś z tyłu dziewczyny, jak na prawdziwego dżentelmena przystało.

***

Tego wieczoru Lena Olszewska i jej brat Michał bawili się jak nigdy wcześniej. On zauważony, w centrum uwagi porzucił swoją maskę luzaka i był na powrót soba. Ona porzuciła strapienia, oderwała się od rzeczywistości, ale inaczej niż przy komputerze. Obcowała z prawdziwymi ludźmi, nie musiała ich kreować, tworzyć. Musiała ich akceptować takimi jakimi byli.  Poznała całe One Direction. Przecież Louis nie mógł się obejść bez telefonu do Harrego, a z wywiadu i tak miało już nic nie wyjść. Uciekli. Wszyscy uciekli nie przejmując się konsekwencjami.
- Naprawdę pisałaś o nas?- zapytał Louis siadając koło zmęczonej już Leny. Dziewczyna postanowiła nie przerywać im zabawy w wesołym miasteczku i sama przysiadła na chwilę na ławce, kiedy cała reszta śmiała się i korzystała z wszelkich dostępnych atrakcji. Louis jednak wyłamał się z szeregu.
- Naprawdę. Jesteście wręcz stworzeni do tej historii. Przepraszam, jeżeli was w jakiś sposób uraziłam.
- Cały czas mnie za coś przepraszasz. Przestań. Naprawdę nam bardzo miło. A przynajmniej mnie. Którym z twoich postaci byłem? – zapytał opierając się na ławce i oczekując satysfakcjonującej go odpowiedzi.
- Eh.. Johnem.
– Ej, to jest poboczny wątek. Karlem był oczywiście Harry?
- Oczywiście. Ale John też miał dużo do powiedzenia. Też był w centrum. Odnalazł miłość.
Dziewczyna uśmiechnęła się do własnych myśli. Jakże ona też by chciała. Chyba każdemu się przecież należy, czemu nie jej? Jednakże ona wiedziała, zdawała sobie sprawę z tego, że jest mało kontaktowa i ciężko jej poznać tego jedynego chłopaka.
Podniosła wzrok i spojrzała w oczy Louisowi, który cały czas się do niej uśmiechał. I ten uśmiech był przełomowy. Nigdy się nie spodziewała, że właśnie w tej chwili znajdzie miłość. Że ten wielki gwiazdor zwróci na nią uwagę całkowicie przypadkowo by potem kompletnie zawrócić jej w głowie. By było im przez długi czas razem dobrze, by poznała co to miłość, co to szczęście. By się usamodzielniła i stwierdziła, ze może wszystko, ze stać ja na to. W tej chwili nie mogła wiedzieć, że to on otworzy ją na świat, pokaże to czego do tej pory nie znała. Że znajdzie przyjaciół, oparcie i to co jest w życiu ważne. Nie marzyła nawet, ze zdobędzie nowy materiał na książkę tym razem naprawdę inspirowany jej biografia i do tego w całkiem innym tonie. Pozytywnym, rozpraszającym ciemne chmury niczym promyki słońca. Na powieść, którą Louis Tomlinson będzie czytał roniąc łzy z zapartym tchem i przypominając sobie co ona mu dała, to co on jej pokazał. Jak żyć.

****
- Lena? – dziewczyna usłyszała za sobą znajomy głos. Puściła rękę swojego chłopaka i obróciła się w miejscu. Na przeciwko stał szczupły chłopak z grzywką i roześmianymi oczami. Obok niego stał wpatrując się w nią inny chłopak również z ciemnymi włosami, tyle że kręconymi. Uśmiechał się szeroko i już rozkładał ręce by ją pochwycić w objęcia. Przytuliła mocno Harrego Styles’ a i Louisa Tomlinsona.
- Cześć, Lou. Harry. Jak ja was dawno nie widziałam.
- A kiedyś widzieliśmy się codziennie. – wtrącił Louis.
- Kiedyś. Chłopaki poznajcie mojego chłopaka. – wskazała ręką na bardzo wysokiego chłopaka z jasnymi włosami, koloru siana, niebieskimi oczami i pieprzykiem na lewym policzku. Chłopak uśmiechnął się szeroko ukazując dołeczki w policzkach.
- Wojtek. Tutejsza polonia. – przedstawił się podając rękę obojgu chłopcom. – wy jesteście z tego zespołu, prawda.?-
Chłopcy jak na komendę skinęli głowami.
- Zostawię was, dawno się nie widzieliście.. Pójdę.. Wiesz, Lena…- dziewczyna uśmiechnęła się do niego i cmoknęła w usta. Chłopak odszedł obracając się co chwilę.
- Jak żyjesz? – zapytał Louis.
- Świetnie, a jak ty?
- Równie cudownie. – nabrał powietrza.- Brakuję nam ciebie, Lena.
- Mi was też. Teraz to już nie to samo. Dziękuję ci za wszystko Louis. Wiesz, że bardzo mi pomogłeś odnaleźć siebie.
- Nie ma za co. Cała przyjemność po mojej stronie. Czytałem twoją nową książkę. Jest naprawdę rewelacyjna.
- Bardzo, ale to bardzo dobra. – potwierdził Harry. Dziewczyna się uśmiechnęła.
- Cieszę się, że się wam podoba. Mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś spotkamy. – powiedziała oglądając się za siebie.
- Idź już do niego.- rzucił z uśmiechem Louis.
- Cześć. – pożegnała się i przytuliła chłopców. Odeszła. Jednak po chwili zawróciła i rzuciła:
- Jeszcze raz dziękuję, Louis. Bardzo dużo mnie nauczyłeś.
Chłopak uśmiechnął się i wysłał jej buziaka.
- Ty mnie też.

Jak zaczęło się od uśmiechu tak i się skończyło. Dziewczyna cieszyła się z tego spotkania. Rozstali się z Louisem cztery miesiące temu i była z niego całkowicie wyleczona. Nic już do siebie nie czuli jednak to on nauczył ją kochać, przez co mogła znaleźć Wojtka i być szczęśliwą. One Direction przez dwa lata bycia z Louisem całkowicie zmieniło jej życie. Nauczyli ją wszystkiego, wpoili wartości jakich nie wpoiła jej, jej matka. Dzięki nim przeszła wspaniałą terapię. Jednak każdy z nich coś robił i teraz rzadko się spotykali. Nikt nie miał czasu, więc kontakty same się ograniczały. Lena tęskniła, za przyjaciółmi, ale teraz miała nowych. Miała coś czego nie miała wcześniej i każde spotkanie z One Direction było dla niej wyjątkowe.
Wyjęła z kieszeni telefon i wykręciła numer, który znała na pamięć.
- Louis, spotkajmy się wszyscy w sobotę. Nie chcę bez was żyć. Chcę mieć w was przyjaciół.
Przez chwilę towarzyszyła jej cisza. Louis odezwał się po chwili.
- Z tobą zawsze, ty nasze słoneczko. Przyjaźń z tobą zawsze. 

***

Kolejny jednopart. Kolejna historia. Kolejny członek zespołu. Kolejne przesłanie i chwila refleksji. 
Jak przejść przemianę? Jak to jest żyć pod presją świata i matki? Być nieszczęśliwym. A może to jak narkotyki? Ktoś cię musi w końcu wyciągnąć z życiowego dołka. Pokazać, że świat może być piękny. W najmniej spodziewanym momencie. 
Mam nadzieje, że wiele z was czyta to tak jak ja. Trochę się wczuwając, trochę zastanawiając się i wyciągając to co jest zawarte między wierszami, a trochę tego jest. Ta.. co autorka miała na myśli. Skąd ja to znam..?;)

Wiem, że jednopart miał być troszkę później, ale później to się będę uczyć i wgl mam plany..;)
do tego pracuję nad opowiadaniem, ale jeszcze nie będę zdradzać fabuły. Mam dla was jeszcze przynajmniej dwa jdnoparty, ale może napiszę jeszcze jeden. Zobaczę. Na razie opowiadanie, które muszę  dokładnie przemyśleć, poprawić i ogólnie coś spróbować nie wiadomo czy nie na darmo. Takie są moje najbliższe plany, więc chętnych zapraszam do śledzenia. 

Dziękuję za wszystkie komentarze. Aż tylu się nie spodziewałam. W końcu to tylko jednopart. 
Na koniec takie pytanie. Który jest lepszy? Która narracja bardziej się wam podoba?

Pozdrawiam.!
H.

PS. Proszę o komentarze i odpowiedzi.;)
Wesołych Świąt!

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Jednopart 1

Witam wszystkich serdecznie!
1.

 Narnia – czas na ocieplenie.

Duża grupa ludzi, wszyscy stoją koło siebie cisnąc się na małym skrawku terenu. Jest duszno. Kilka osób niepewnie chwieje się na nogach. Wszyscy się pchają.
Znajduję się w środku tłumu pchana ciągle naprzód. Tłum cały czas gęstnieję . Nikt na nikogo nie zwraca uwagi. Wszyscy prą na przód. Jestem niesiona przez tłum, potykam się o wystający krawężnik i upadam na wysokiego chłopaka stojącego przede mną, a on się tylko odwraca i  patrzy na mnie ze złością. Kiwam głową w geście przeproszenia, ale on się już nie zwraca na mnie uwagi.  
Tłum dalej napiera, a ja z moją drobną budową jestem popychana to w prawo to w lewo, nie mogę się odnaleźć, gubię się w  plątaninie ludzkich, spoconych ciał. Każdy myśli tylko o sobie.
Obok siebie widzę niewidomego mężczyznę. Zostaje zepchany na skraj i upada. Chcę mu pomóc, ale nie mam jak się wydostać. Cieszę się że upadł na skraju, dzięki temu ludzie go chociaż trochę omijają. Ktoś do niego podchodzi i mu pomaga, ale ja dalej nie mogę obserwować tej sceny, bo zostaje brutalnie uderzona przez stojącą za mną kobietę, której priorytetem najwyraźniej jest przebicie się do przodu. Czuję ból w prawej nodze i przeklinam w duchu.
Wychylam się ponad tłum stając na palcach. Widzę, nadjeżdża.
Drzwi się otwierają a ja zostaje wepchnięta przez tłum do ciasnego, śmierdzącego starością i brudem pomieszczenia. Marszczę nos i powstrzymuję mdłości. Trzymając się ściany idę na przód.
W końcu odpadam na najbliższe siedzenie po mojej prawej stronie. Oddycham z ulgą, ale zaraz koło mnie pojawia się jeszcze jedna osoba, a naprzeciwko dwie.
Robi się straszny hałas. Zaciskam powieki i wyciszam się przez chwilę, ale to nic nie daje. W końcu rezygnuję i patrzę przez nie myte od wieków okno. Widzę wokoło tłoczące się jeszcze tłumy ludzi, każdy chce się dostać do środka. Ale nie każdy dostaje taką szanse.
Koleje państwowe.
Codziennie rano, a potem po południu przezywam to samo, ścisk, brud i długa, męcząca jazda  do domu zapchanym pociągiem klasy drugiej. Bywa czasami, ze jest luźniej, ale rzadko.
Wszyscy dobrze wiedzą jak jest, nawet w telewizji to pokazują, a nikt ważny nie raczy się tym zainteresować. No bo przecież ważniacy drugą klasą nie jeżdżą.
Zaciskam powieki i modlę się o chwilę spokoju. Oddycham przez usta, głośno wypuszczając powietrze. Jak codziennie. Rutyna, melancholijne otępienie, poczucie pustki i rozrywanie od środka. Codzienność. Szara rzeczywistość człowieka dążącego do sukcesu, który już na starcie nie ma szans, a mimo to goni. Puszcza się w ten bezwzględny wyścig szczurów, by coś osiągnąć przez co cierpi jego psychika. A kiedy się obudzi z tego snu pełnego przepychania i braku wolność dostrzeże, że to bolesna rzeczywistość kąsająca z każdej strony.
I tak właśnie się czułam. Jak człowiek potępiony. Potępiony za marzenia i ambicję przez samego Boga. Tego doświadczałam na co dzień. Szarości. Braku jakich ktolwiek kolorów. Braku wypełnienia tej bezdennej otchłani w moim centralnym organie sprawującym pracę pompowania krwi. I chyba tylko taką. Gdzie ta wielka rola serca, o której tyle piszą w romansach? Jest. Owszem, ale nie u mnie. U mnie zastępuję ją tylko nauka, praca, dom i jeszcze raz nauka. Trochę mało jak na osiemnastoletnią dziewczynę.

To już tutaj. Czerwona, oryginalna w kolorystyce brama otwarta na oścież. Na pewno znów Maciek zapomniał zamknąć, gdy wychodził z Rexem. Podchodzę i zamykam za sobą furtkę  z cichym skrzypieniem dawno nie oliwionych zawiasów. To nie ma znaczenia. Odchylam niepokryte kwiatami o tej porze roku pnącza róż opadających z pergoli i przechodzę pod nimi próbując sobie nic nie zadrapać. Udaje się. Teraz śmiało mogę wejść do przytłaczającego mnie domu, który kocham i który jednocześnie mnie przeraża. Wiem, że gdy tylko zjem obiad i opowiem mamie co się działo w szkolę, będę musiała usiąść do lekcji. Jak codziennie. Rutyna. A potem? Potem już tylko siusiu, paciorek i spać. Aż się chce płakać.. Gdzie te szalone imprezy, niezapomniane przygody i nowe znajomości? No gdzie?

Chwila wytchnienia. Siadam przed świecącym monitorem i tylko patrzę na skapujące na klawiaturę słone krople. Czy ktoś może to zmienić? Nikt. Mimo to codziennie wchodzę na portale społecznościowe z nadzieją, ze znajdę tam jakikolwiek przełom. I tym razem nic z tego.
Wchodzę na twittera, popularny portal i waham się. Długo zastanawiając się jak to wypadnie. Nie jestem osobą otwarta. Wszystkiego się boję. I teraz się waham. To tylko jeden wpis, więc czego się bać. Próbuję. Raz się żyję. Piszę rozmazując łzy na literkach. Koślawy angielski daje się we znaki, ale nie przestaje. Piszę śmiało, rozwijam się. Wiem, że to bez sensu, że i tak nie dostanę odpowiedzi, ale piszę. Może chociaż trochę się wyładuję. Będę miała po co rano wstać. Będę czekać na odpowiedź, której nie będzie. Ale da mi to siłę do dalszej egzystencji. Wystarczy.


Wpadam do domu jak burza.
- Nina! A obiad?!- słyszę głos mamy, ale nie reaguję. Biegnę na przełaj przewracając za sobą kilka salonowych bibelotów. Nie zwracam na to uwagi. Loguję się i sprawdzam. Czyżby kolejne rozczarowanie? Zamykam oczy i wypuszczam powietrze z sykiem. Czego ja się spodziewałam? No czego? Że sam sławny Harry Styles mi odpisze? Tak, przeszła mi przez głowę taka myśl. No może nie myśl. Nadzieja. Siadam już spokojna i czytam mój list śmiejąc się z napisanych tam bzdur.
Czy życie człowieka może się diametralnie zmienić w jednej chwili? Może? Jak zapatruje się na to gwiazda? A jak zapatruje się Harry? Ja myślę, że może. Moje właśnie tak się zmieniło.
Była chłodna, dżdżysta jesień. Pamiętam. Padał deszcz. Oglądałam telewizję, to był ten jeden nieliczny moment kiedy mogłam. I w tedy zobaczyłam to co obróciło mój świat o 180 stopni. Zobaczyłam was. Takich pełnych energii, nie zrażonych życiem. Takich normalnych. Takich  jaka ja powinnam być. Słuchałam was całymi dniami i nocami też. Rano chodziłam nieprzytomna, ale wystarczyła jedna zwrotka by na moje usta wystąpił szczery uśmiech. Trochę radości. Tyle mi daliście za co dziękuję. Jednak teraz znów wszystko wraca do normy. Słabość, pustka i melancholia. Po prostu rutyna. Na pewno nie wiesz jak to jest. Jesteś gwiazdą.
Tak, więc dziękuję z całego serca. To co dla mnie  zrobiliście, choć nieświadomie i choć już znikło było cudowne. Mam nadzieję, że kiedyś spotkam was na koncercie. Nie wy mnie. Ja was.
Pozdrawiam i całuję, wasza niewielka, ale oddana fanka. Nina.

PS. Jak będziecie w Polsce to wpadnijcie na herbatę. Każdy lubi herbatę.

Na pewno tego nie przeczytał. Kto by chciał czytać jakieś wypociny dziewczyny z depresją? Nikt.
Coś pika, wpatruję się w ekran i nie wierzę własnym oczom. Czytam i otwieram je coraz bardziej. Jest napisane tylko jedno zdanie.

To kiedy się widzimy na tej herbacie? Podaj adres.

Wstrząśnięta do głębi drżącymi pacami wystukuję ulicę, miejscowość, kraj. Nie wierzę. Ciągle nie wierzę i chyba nie uwierzę, Nawet sen nic nie pomoże. To jest po prostu nierealnie. A może ktoś sobie robi żarty? Ale jak? Odrywam się od komputera i spaceruję po pokoju. Kręcę się w kółko i zbieram myśli. To chyba najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Harry Styles odpisał takiemu szaraczkowi jak ja. Cud. Po prostu cud.  To zdarzenie ma mnie trzymać przy życiu przez następne dni, miesiące. Znów zmienił moje życie chłopak, który jest moim równolatkiem.


Przestępuję z nogi na nogę. I jeszcze raz. Zima wprawdzie się kończy, ale jest zimno. Ja drżę jednak z innego powodu. Podekscytowanie? Może. Radość? Może. Sama jeszcze dokładnie nie wiem.
Pchają się na mnie ludzie. Latam jak szmaciana kukiełka to w prawo to w lewo, ale nie ma to dla mnie w tej chwili żadnego znaczenia. Stoję wytrwale nawet nie przeklinając z czerwoną różą w dłoni i kilkoma kubkami kawy stojącymi u moich stóp. Kawa jeszcze paruje. Pilnuję jej żeby nic się nie wylało i odganiam natrętów. W mojej kieszeni spoczywa kilka autobusowych biletów. Mam nadzieję, ze się przydadzą, że nie kupiłam ich na darmo. A to ma się dopiero okazać.
Stoję tak już kilkanaście minut, wolałam być wcześniej , choć nie miałam żadnej pewności. Mimo to stoję.
- Uważaj! – krzyczę do chłopaka mniej więcej w moim wieku, który prawie wszedł w kubki z kawą. Grożę mu trzymaną w ręce różą. On nic sobie z tego nie robi i idzie dalej nawet się nie obracając. Takie społeczeństwo. Nikt nikogo nie widzi.
Zafrasowana chłopakiem dopiero po chwili zauważam podjeżdżającą taksówkę z której wysiada piątka młodych ludzi. Serce zaczyna mi łomotać. Głęboko nabieram powietrza, by je wypuścić. Muszę się dotlenić. Macham różą w powietrzu i patrzę kiedy zauważą. Widzą i zbliżają się. Są idealni. Piątka wspaniałych chłopaków, którzy zmienili moje nastoletnie życie. Podchodzą i uśmiechają się od ucha do ucha.
- Nina? – pyta uroczy chłopak z burzą ciemnych loków.
Niepewnie kiwam głową, a potem się uśmiecham. Chłopak odwzajemnia uśmiech i wyciąga rękę.
- Harry. – przedstawia się i mierzy mnie wzrokiem. Z bliska jest jeszcze ładniejszy niż na zdjęciu. Witam się z pozostałą czwórka. Każdy jest na swój sposób inny. Schylam się i podnoszę po jednym kubku podając chłopcom.
- Sądziłam, że będziecie zmęczeni i zmarznięci po podróży. To dla was.
- Jesteś cudowna!- krzyczy chłopak, który wiem, ze nazywa się Louis. I zaczyna łapczywie chłeptać z kubka z kofeiną.
- I ładna. – mówi blondyn przypatrujący mi się niebieskimi oczami. Rumienie się i dziękuje.
- Dziękujemy za zaproszenie. Nigdy nie byliśmy w.. – mówi Harry, ale przerywa mi Louis.
- ..Narnii!
Śmieję się i wyciągam z kieszeni bilety autobusowe. Każdemu wręczam jeden.
- To jeszcze nie koniec zwiedzania. – śmieję się i prowadzę ich do właśnie nadjeżdżającego autobusu.
***
Kto by pomyślał, że życie może zmienić jeden, jedyny post na znanym portalu społecznościowym? Że aż taki wpływ na społeczeństwo może mieć Internet, media..
Siedzę w miękkim fotelu. Obok mnie zasypia ze słuchawkami w uszach nastoletni chłopak. Mimo, że świat mnie zauważa chłopak nadal pozostaje obojętny. Jest przystojny, ale mało sympatyczny. Przynajmniej taki się wydaje. Nie znam go, więc nie powinnam oceniać, ale nie mogę się oprzeć.
Wycieram szybę z pary, która pojawia się tam przez mój oddech. Daje mi to obraz na świat. Codzienna trasa. Stare kamienice, nowe sklepy i świecące się szyldy. Na ulicach mnóstwo ludzi tłoczących się, spieszących do pracy, wracających do domu po szkole. Oglądam to z pewną dozą zaciekawienia. Uśmiecham się w duchu i obserwuję ruchliwe ulice. Tak wygląda moje życie. I co się zmieniło? Właściwie tak niewiele i zarazem tak wiele.
Wysiadam na skrzyżowaniu, przechodzę kilka kroków. Rozcieram zmarznięte ręce i sięgam do dzwonka przy najbliższym domu, który już tak dobrze znam. Czekam ułamki sekund, by z tej niewielkiej, nowoczesnej willi wypadł chłopak.
Chłopak porywa mnie w ramiona, a ja zanoszę się perlistym śmiechem i zrzucam z ramienia torbę. Ona jest nieważna.
- Piękny jest Londyn o tej porze roku, prawda?- pyta mnie ciemnowłosy chłopak odstawiając na ziemię i mocno przytulając.
- Nie, ani trochę, Harry. Jest zimno i plucha. Ale na szczęście moje słońce nigdy nie zachodzi. – mówię i całuję go w usta. Harry oddaje mi pocałunek i spogląda na mnie zielonymi oczami spod ciemnych rzęs. Uśmiecha się.
- Bardzo się cieszę, że jesteś tu ze mną. Nie wiem czy pamiętasz, ale to nasza rocznica, już pół roku jesteśmy razem, więc mam coś dla ciebie. – zawiesza moją torbę na ramię,  podaje mi rękę i drugą ręką zakrywa mi oczy. Dokądś mnie prowadzi. Wchodzimy do domu. Czuję, że robi się ciepło. Wchodzimy na schody. Wiem, ze idziemy do niego. Znam ten dom jak własną kieszeń.
Harry zdejmuje dłoń z moich oczu. Podnoszę powieki i patrzę na najpiękniejszy widok, jaki ktoś swoimi rękami dla mnie stworzył.
Pokój obsypany płatkami róż, mnóstwo świec. I wielki biały misiu z czerwoną kokardą siedzący na łóżku. Na szyi ma karteczkę. 
Kocham Cię, ale Harry jeszcze bardziej.
Wierzchem dłoni ocieram łzę. Obracam się do chłopaka z burzą loków.
- Kocham Cię,  Harry. – szeptam przytulając go.
- Nie tak jak ja ciebie, Nina. Kocham Cię mocą tysiąca słońc.
Patrzę mu w oczy. Długo, przenikliwie. Próbuję z jego spojrzenia wyczytać wszystko jak z książki, ale znajduję tam tylko miłość. Iskrzące się oczy świecą prosto na mnie. Wiem, że ta noc ma być niesamowita, jedyna w swoim rodzaju. Uśmiecham się promiennie i wtulam w mojego chłopaka, mojego ukochanego, który postanowił dzielić ze mną życie.
Jeszcze niedawno sama myślałam, że to niemożliwe. Teraz kompletnie zmieniłam nastawienie.  Jeden post, jedna wizyta i całe życie w Londynie. W ciągu tygodnia zdążyliśmy się poznać, pokochać i wypełnić sobą swój czas.
A moja przemiana? Diametralna. Ja, cicha dziewczyna z depresją, narzekająca na ciągłą rutynę, szarość, życie w strasie teraz stałam się znaną przez świat celebrytką. Dziewczyną, ukochaną najwspanialszego pod słońcem chłopaka, Harrego Styles’a, który teraz wypełnia cały mój świat. Przekonałam się, że wszystko może się zdarzyć. Wystarczy mieć nadzieje i wierzyć, a wszystko może okazać się prawdą. Za marzenia nie karzą, więc czemu nie wykorzystujemy swojej fantazji w tak przyjemnych celach. Dlaczego nie wprowadzamy swoich wyobrażeń, marzeń w życie, w rzeczywistość? Czemu boimy się najprostszych gestów prowadzących do naszego szczęścia? Dlaczego nie odezwiemy się na korytarzu do chłopaka, który nam się podoba? Dlaczego nie wykonamy nic nieznaczącego gestu, który jednak może mieć wielkie konsekwencje w przyszłości, niekoniecznie złe? Dlaczego? Tyle pytań, na które odpowiedzi wcale nie są trudne. To duma. Duma, nieśmiałość, zawstydzenie, skrępowanie. A potem się budzimy.. Kiedy jest już za późno. Kiedy chłopak naszych marzeń jest daleko i plujemy sobie w brodę, że nic nie zrobiliśmy kiedy mieliśmy okazję.
A swoją wykorzystałam. Wahałam się, ale podjęłam ryzyko. Decyzję, której skutkiem było szczęście. Dlaczego, więc nie ryzykować? Nie porywać się z motyką na słońce? Ze strachu. Zwalczmy go, a może nam przydarzyć się coś niezwykłego. Ja tego doświadczyłam. Spełniły się moje najskrytsze marzenia, o których właściwie bałam się fantazjować. Były aż tak surrealistyczne, a tu nagle.. Szczęście. Każdy dąży do szczęścia, które jest na szczycie hierarchii wartości, każdego człowieka. Walczmy o to. Ja walczyłam i udało się.
Kto powiedział, że marzenia się nie spełniają? 

***

Obiecane jednoparty! Nie wiem kiedy pojawi się drugi.. W święta, albo po świętach..

Jak wam się podoba. Ja stwierdzam, że jest.. hm.. chyba nie jest zły. Trochę nad nim pracowałam. Szczególnie nad początkiem. Mam nadzieję, więc, że docenicie moją pracę i zobaczę to w postaci wielu komentarzy. ;)
Jeżeli wam się nie spodoba, to napiszcie, a po prostu więcej żadnego nie dodam. Tak, więc bez słodkość proszę prawdę w twarz. 
Wiem, że ten jednopart, a dokładnie jego fabuła jest dość dziwna i przepraszam za to, ale to moja wena to stworzyła. 

Pozdrawiam i zapraszam do opinii, czy dalej pracować.
H. 

czwartek, 29 marca 2012

EPILOG

PO co odwlekać co nieuniknione.
Epilog

„Zaprawdę powiadam wam” oto właśnie skończył się „ wiek miecza i topora, wiek wilczej zamieci. […] Czas Białego Zimna i Białego Światła, Czas Szaleństwa i Czas Pogardy, Tedd Deireadh, Czas Końca. „*Wszystko było już za nami. Teraz nasza droga do szczęśliwości była prosta, bez zakrętów, pagórków, mostów. To na co tyle czekałyśmy wreszcie się zdarzyło, by teraz zacząć całkowicie nową, równie nieprzewidywalną historię. By znów zmagać się z przeciwnościami losu, z nieubłagalnym przeznaczeniem, które miało dla nas nową przepowiednie. Tym razem jednak mieliśmy oparcie. Osobę,  z którą to przeznaczanie przyjdzie nam wypełniać. Krok po kroku.
Czas miał dalej płynąć, a my miałyśmy go dalej gonić. Miałyśmy zacząć coś całkiem nowego, wejść w nieznane. I byłyśmy na to całkowicie gotowe. Wchodziłyśmy w jaskinie losu z uśmiechami na twarzy, w rękach trzymaliśmy nasz małe, wielkie pochodnie, które jaśniały tylko nam widoczny blaskiem. Nasze słońca, które oświetlały nam drogę w ciemnościach i prowadziły do Edenu. **
Wszystko miało odrodzić się z ziarna. Nowo zasianego ziarna nadziei, miłości, radości. Nowe życie, które miało się wykluć, miało dać początek nowej erze. Erze ojców i matek. Erze nowych zdarzeń, nieprzewidzianych kolei losu. Miało dać początek własnej historii. Być dokończeniem naszego dzieła i początkiem własnego, równie wspaniałego. ***

Bo gdy,„Coś się kończy, coś się zaczyna.”****

*

Huk, dym, ogień i krzyk. Przeraźliwy wrzask  mrożący krew w żyłach. Mnóstwo spiętrzonej blachy. Wokół ziemia zabarwiona krwią. Tłoczący się w tym miejscu ludzie pragną pomóc za wszelką cenę, ale jest za późno. Panika, krzyki, płacz, jęki i zawodzenia. Nie ma wyjścia.
W środku tej masakry jest dziewczyna. I słychać tylko cichy, przytłumiony głosik:
- Moje dziecko, ratujcie moje dziecko. Ja nie chcę umierać.
Czy jest dla niej za późno? Tego już nie wiadomo. Odchodzę z miejsca wypadku, podnosząc z ziemi nowy, ale już wiele razy używany pamiętnik. Po piśmie widzę, że pamiętnik pisała kobieta, może dziewczyna. Może kiedyś będę w stanie oddać go autorce. Oczyszczam go delikatnie z ziemi i czytam wstęp, tytuł życiorysu osoby, która brała udział w wypadku.
Wspólny kierunek.
Otwieram na ostatniej stronie i przeglądam ją. W umyśle ryją mi się zdania : „ Niezaprzeczalnie jesteśmy sobie przeznaczeni”, „ Powiedziałam Liamowi, że będzie ojcem”, „ Jestem taka szczęśliwa”.
Gwałtownie się odwracam i biegnę w stronę, z której słyszałam ten cichy głosik. Ratownik nie chce mnie przepuścić.
Spojrzałam na pamiętnik. Teraz cała jej Historia spoczywała w moich rękach. Odwróciłam się i zaczełam odchodzić powoli, leniwie. Nie wiedziałam kim jest dziewczyna, ale miałam się o tym przekonać. Miałam ją poznać. Ją i jej przyjaciół. Cieszyć się z nią, płakać.. A potem zastanawiać co było dalej. Co się z nią stało? Czy przeżyła wypadek? Czy żyje gdzieś długo i szczęśliwie? A może przeżyła tylko ona, a jej dziecko nie? Może zginęła i tylko ja miałam poznać jej sekrety i myśli? Co z tajemniczym dla mnie Liamem? Co z jej przyjaciółmi : Kornelią, Louisem, Harrym, Niallem, Zaynem?
A może to tylko wytwór wyobraźni chorej na umyśle dziewczyny, zakochanej w zespole? Może to była młoda, obiecująca pisarka? Może Liam istniał tylko w jej snach? Czy to się w ogóle wydarzyło? Czy ci ludzie istnieją?
 Tyle pytań. I żadnej odpowiedzi. Odpowiedzieć miałam sobie sama.




*Andrzej Sapkowski –„ Krew Elfów”
** Aluzja do Louisa i Liama, jako centrum wszechświata i ich wielkiej miłości.
*** Metafora. Ziarno= początek. Dokończenie losów Louisa i Neli oraz Liama i Nikol, odnoszące się w szczególności do tej drugiej pary. Podpowiada, że Nikol po nocy „ bez konsekwencji” zaszła w ciążę. I Daddy Direction stał się prawdziwym tatą.
**** Andrzej Sapkowski

***
I jak wam się podoba zakończenie? Koniec zostawiam otwarty. Każda/ każdy z was może sobie sam/a dopowiedzieć właściwy koniec tej historii. Wystarczy chwila zastanowienia. Czy naprawdę chcielibyście by wszystko zakończyło się tak błogo, ale jakże nierealnie? A może by było tragicznie i równie mało prawdopodobnie? Może najlepszym zakończeniem jest zakończenie zwyczajne? To już od was zależy. Zostawiam to każdej z osobna i wszystkim razem. Wiem, że dacie radę. 

Teraz trochę ode mnie. 
Ze względu na niską ilość komentarzy pod ostatnim odcinkiem i w ogóle na moje mało racjonalne zachowanie dodaje dzisiaj definitywny i absolutny koniec opowiadania Wspólny kierunek.  To już przeszłość. Żal mi się żegnać z moimi bohaterami, bo choć byli tylko wytworem mojej wyobraźni to każdy z nich miał w sobie cząstkę mnie. Czuję się jakbym w pewien sposób ją traciła. 
Ale przyszedł czas na łzawy koniec. I dlatego moje opowiadanie nigdy nie było i nie będzie telenowelą. Bo ma koniec. 
   Dziękuję wszystkim wytrwałym za to, że zagłębiali się w mój chory umysł i przeżywali ze mną te przede wszystkim tragedie. To było dla mnie wspaniałą, niezapomnianą i mam nadzieję, jeszcze niekończącą się przygodą z pisarstwem. Mogę tylko dziękować siłom wyższym, że pchnęły mnie do tej decyzji założenia bloga. Jednak nic tu by nie było bez WAS! Dziewczyny jesteście kochane. Wszystkie bardzo wspaniałe, a wasze blogi są cudowne. Wasza miłość do One Direction nie opisana. Gdyby nie oni ja nie miałabym przyjemności poznać Was! Dziękuję. 
    A teraz po kolei.:
- Sparkle - dziękuję za to, że to ty w sumie natchnęłaś mnie do napisania czegokolwiek. Twoje opowiadanie jest cudowne, fascynujące i intrygujące. Dziękuję też za umieszczenie mojego bloga w polecanych. To naprawdę wielki zaszczy figurować na takiej liście u takiej autorki :)
- Cappy - dziękuję za wytrwałość. Twoje komentarze naprawdę wiele dla mnie znaczą. Świetnie piszesz i oddajesz to w każdym tekście nawet takim jakim jest komentarz. Dziękuję. 
- Van - Dziękuję ci za wsparcie. Tyle razy zaniedbałam twój blog, że aż mi czasem wstyd, a mimo to ty byłaś tu! Przekonałaś mnie, że naprawdę to czytasz, i że może się to komuś podobać. To był zaszczyt. 
- Edith - miło mi, że tyle wytrzymałaś mojego ględzenia i jesteś ze mną tak długo. Dziękuję za wytrwałość i za komentarze, i za wszytko. Za to, że byłaś;)
- ForbiddenRose - Dziewczyno! Ja cię po prostu kocham :) Dziękuję ci za motywację! Twoje komentarze są zawsze tak pozytywne i pełne wsparcie, że jak je czytam to uśmiech nie schodzi mi z ust. 
Dziękuję też pinkusia3103 i vanpirek nie wiem ile tu już czasu odkąd jesteście ze mną. Wiele to dla mnie znaczy.
- I przede wszystkim dziewczynom Natalii, Dzeli121 i Anecie, które swoją pozytywną energię, emocjami włożonymi w to opowiadanie, spekulacjami, domysłami i wszelkimi innymi sposobami dały mi odczuć że są ze mną, że moja praca nie idzie na marne, i że dobrze robię wkładając w to serce. Dziewczyny jesteście wspaniałe i nie wyobrażam sobie  tego opowiadania, tego bloga bez was. !
   Dziękuję też wszystkim anonimom i wszystkim, których nie wymieniłam. Każda z was przyczyniła się do realizacji tego projektu. Każda z was dała mi wsparcie. I przede wszystkim poczucie docenienia oraz pewności siebie. Przepraszam, że nie wymieniam każdego po kolei, ale trochę to by zajęło. 
Dziękuję też hate_that_world za to, że byłaś pierwszą osobą, która skomentowała ten blog i dałaś mi motywację do dalszego działania.     
Jeszcze raz dziękuje. To opowiadanie to wasza zasługa!

Co do dalszego mojego warsztatu to nie wiem. Naprawdę nie mam pojęcia. Jak zapowiadałam pojawi się kilka jednopartów, a co do nowego opowiadania? Nie wiem. Gdzie ono miałoby być? Tutaj? Czy może nowy blog? Nie wiem. 
Owszem mogę coś napisać od czasu do czasu. Czekam na propozycję. Jestem otwarta na każdą alternatywę.Macie jakieś pomysły? A może ktoś chciałby współpracować? Mogę również coś napisać jak to się mówi " gościnnie". Jak ktoś chciałby to proszę o komentarz. ( telepatką nie jestem)

  Co do komentarzy to mam prośbę. Czy każdy kto to czytał mógłby dodać choć jeden komentarz? Tak na koniec. Chciałabym zobaczyć ile was tak naprawdę jest, czy było.

Podziwiam jeżeli ktokolwiek dotrwał do końca tej notki. I dziękuję. 
Zapraszam do oczekiwania na jednoparty! Ja jeszcze tu wrócę!

Pozdrawiam.!
H.

środa, 28 marca 2012

Odc. 26

26.

Światła aparatów fotograficznych mnie wręcz oślepiały mimo, że stałyśmy z Nikol i Sarą z boku, by chłopcy mogli swobodnie całą piątką pozować do zdjęć. Byłyśmy wystrojone jak nigdy i podekscytowane.
- Mówisz, ze Louis cię zaprosił?- szepnęła do mnie Nikol. Uderzyłam ją lekko łokciem w bok. Nieznacznie by nikt nie zauważył. Uśmiechnęłam się tajemniczo, z lekkim oburzeniem.
- Po przyjacielsku.- odszepnęłam.
- Oczywiście. – odparła sarkastycznie marszcząc nos. Na ustach błąkał jej się uśmiech. Chciałam jeszcze raz ją szturchnąć. Nie podobały mi się jej myśli, które doskonałe znałam. A najgorsze było to, że w jakiś sposób chciałabym, żeby jej myśli były prawdą.
W tej chwili podeszli do nas chłopcy. Louis objął mnie delikatnie w tali i wprowadził do wielkiego gmachu, gdzie miała odbywać się gala.
Byliśmy pod ciągłą obserwacją. Każdy nasz ruch był monitorowany. Do tego te przedziwne uczucia, które mną targały ciągle dawały o sobie znać. Cały czas czułam rękę Louisa na swojej tali co bynajmniej nie pomagało.
- Kornelia, rozluźnij się. Jesteś jakaś spięta. – szepnął mi do ucha Lou. Popatrzyłam na niego i uśmiechnęłam się lekko. Co mu miałam powiedzieć? Nie potrafiłam się rozluźnić.
Zajęliśmy w końcu nasze miejsca. Odetchnęłam głęboko. Czułam na sobie wzrok Lou, był moim przyjacielem, znał mnie i wiedział, że coś się dzieje. Bałam się tego. Bałam się, że o to zapyta, a nie chciałam go w żadnym wypadku okłamywać. Musiałam tą sytuacje przyjąć na klatę. Nie miałam pojęcia co mam ze sobą zrobić, czułam się jakbym miała owsiki. Nie mogłam wysiedzieć na miejscu, byłam niezwykle pobudzona i wystraszona. Taki już chyba był mój los.
Spotkałam wzrok Harrego. Delikatnie pokręcił głową i złożył usta w ciup. Czyżby on też czegoś się domyślał? Miałam tego dosyć. Tych podejrzeń. Naprawdę, aż tak nienormalnie się zachowywałam?
- Kornelia, przestań. – syknęła Nikol patrząc jak się wiercę.
- Co?- zapytałam może zbyt prowokująco. Nikol tylko pokręciła głową i dała mi spokój.
Miała rację źle się zachowywałam, niegodnie bycia w takim towarzystwie. Miliony fanek wszystko by dały by być na moim miejscu i na pewno godniej prezentowałyby się przy boku One Direction. Postanowiłam się uspokoić. Eh.. gdyby to tylko było takie łatwe. Jednak musiałam się wziąć w garść.
I długo mi to zajęło, ponieważ nawet nie zauważyłam kiedy gala się skończyła. Louis wziął mnie pod rękę i wyprowadził. Mieliśmy jechać na after party, co było wyśmienitym pomysłem jako, że już po pierwszym kieliszku czułam się mniej spięta. Postanowiłam jednak nie pić, nie chciałam źle wypaść. Postawiłam, więc tylko na lampkę szampana. Kręciłam się w tłumie ludzi, całkowicie dla mnie obcych i nie powiem, żebym czuła się komfortowo. Nikogo nie znałam, no może niektórych z telewizji. Gdy Nikol świetnie odnajdowała się w takim środowisku, zresztą nie pierwszy raz, ja stałam jak kołek w miejscu. Wszyscy poszli przywitać się ze znajomymi, a ja stałam na środku sali rozglądając się za kimkolwiek kogo znam. Nic to jednak nie dawało, ludzi była naprawdę dużo.
Kilka razy nawet podchodziło do mnie Kiku młodych mężczyzn, ale nie chciałam wdawać się w jakieś zażyłości. Krótka nad wyraz poprawna rozmowa nudziła im się i odchodzili niepocieszeni. Zbywałam to machnięciem ręki i kluczyłam dalej szukając  towarzystwa.
- Jak się bawisz?
Obróciłam się do dźwięku głosu, który bardzo dobrze znałam i chciałam się uśmiechnąć, ale wyglądało to bardziej jakby mnie coś bolało niż jakbym się uśmiechała.
- Bardzo dobrze. Dziękuję , że mnie ze sobą zabrałeś, Louis. – powiedziałam. Chłopak popatrzył na mnie sceptycznie i przechylił głowę przez co wyglądał wyjątkowo słodko.
- Jakoś tego nie widzę. Zmywamy się stąd?- zaproponował
-Nie, no przestań. Tu są wszyscy twoi przyjaciele, na pewno chcesz z nimi pobyć.
- Wolę pobyć z tobą. Wiem, że ci się nie podoba. Znam cię. – podał mi rękę. Chwyciłam ją z uśmiechem. – Chodź.

Odebraliśmy swoje okrycia i po kilku minutach wymykaliśmy się tylnym wyjściem z uśmiechami na ustach. Owiało nas świeże wiosenne powietrze, które wpadając mi do nozdrzy od razu mnie odświeżyło i ocuciło. Zaciągnęłam się mocno i przez chwilkę rozkoszowałam tą przyjemnością obcowania ze świeżym powietrzem. Louis tymczasem prowadził mnie na około do jakiejś głównej ulicy. Śmiałam się i biegłam za nim, co chwilkę uciszana przez tego jakże zwariowanego chłopaka, którego po prostu uwielbiałam.
Wypadliśmy z jakiejś ciemniej uliczki, w sam środek pustej ulicy. Wszyscy byli zajęci czymś innym, zapewne spaniem. Był w końcu środek nocy. Śmiałam się szaleńczo.
- Idziemy na lody?- zapytał Lou.
- O tej porze? Dokąd?- dopytywałam się, śmiejąc się.
- Gdziekolwiek. Mi nie sprzedadzą? Ja jestem gwiazdą..- powiedział prześmiewczo i zapukał do najbliższego sklepu. Potem do lodziarni, oczywiście zamkniętej.
- Otwierać! Ja jestem Louis Tomlinson i chcę loda!- darł się Louis waląc w drzwi. Ja oczywiście nie miałam najmniejszego zamiaru myśleć o ciszy nocnej. Śmiałam się na cały głos.
- Chodź. – powiedziałam odciągając chłopaka od drzwi zamkniętej lodziarni. Nie opierał się. Złapał mnie w pasie i popatrzył mi w oczy.
- Nici z lodów, przepraszam. – zaśmiałam się.
- Chyba jednak nie. Patrz. – pokazałam palcem za jego plecy.
Chłopak stał tyłem do sklepu całodobowego. Musieli mieć lody. Pociągnęłam go w tamtym kierunku i już po chwili wychodziliśmy ze słodką przekąską.
- Jak mogłem nie zauważyć tego sklepu?!
- Bo nie jesteś mną. Ja jestem wyjątkowa. – wypięłam mu język.
- Ej, ja jestem Louis Tomlinson. – rozłożył ręce.
- I co?
- Co? Ty się jeszcze pytasz co? – oburzył się. – To.
Podszedł do mnie i umazał mój czubek nosa waniliowo-czekoladowym lodem. Otworzyłam usta, a następnie przymrużyłam oczy.
- Pożałujesz tego! – krzyknęłam, rzuciłam się w jego stronę i próbowałam dosięgnąć go moja słodkością. Jednak skutkiem tego było tylko to, ze wyładowałam w jego ramionach. Skrępowałam się natychmiast. Podniosłam wzrok i natknęłam się na hipnotyzujący wzrok wpatrzony we mnie. Na sekundę przestałam oddychać. I wtedy Louis mnie pocałował.
Zaparło mi dech w piersi. Nie mogła oddać pocałunku, byłam tak poruszona. Zakręciło mi się w głowie. Usłyszałam jak mój lód z nieprzyjemnym plaskiem ląduje na ulicy. Zamknęłam oczy i rozkoszowałam się tą chwilą, która trwała zaledwie kilka sekund, ale dla mnie była wiecznością. Louis się ode mnie oderwał i odskoczył na kilka kroków.
- Przepraszam. – szepnął. – Przepraszam. Wiem, ze jesteśmy przyjaciółmi. To moja wina, ale nie mogłem się oprzeć. Przepraszam, Nela. Nie gniewaj się.
Wypluwał z siebie słowa. Zaśmiałam się.
- Nie pieprz. – powiedziałam to czego nauczył mnie Harry i praktycznie się na niego rzuciłam. Czułam jak Louis się uśmiecha kiedy w jakimś namiętnym szale napierałam na niego wargami. On oddał mi pocałunek. Całowaliśmy się długo, namiętnie, zachłannie, zapamiętale. Smakowaliśmy siebie na nowo, inaczej niż po pijaku w jego sypialni. Inaczej niż na tych szybkich numerkach dla rozrywki.
- A jak będziesz żałować?- szepnął mi do ucha Louis. Popatrzyłam mu w oczy. Jakie on miał piękne oczy, że też wcześniej tego nie zauważyłam.
- Nie tym razem, Louis. Dzisiaj uświadomiłam sobie, że czuję się w twoim towarzystwie bezpieczna, chcę z tobą jak najwięcej przebywać, tęsknie za tobą, za twoim uśmiechem i niewątpliwie zburzyłeś mi świat nie raz. Nie dwa. – wypluwałam z siebie dziwne jak na mnie słowa. Powtarzałam dokładnie to co on powiedział mi ostatniej nocy. To co tak dobrze zapamiętałam.
Louis się tylko na mnie patrzył. Był poważny. Jednak gdy skończyłam uśmiechnął się słodko i wyszeptał.:
- Też cię kocham, Nela. Tyle razu do mnie przychodziłaś, bez konsekwencji. Na początku było bez konsekwencji, ale później to się zmieniło. Zakochałem się, a jedyne na co mogłem liczyć to przyjaźń. Podjąłem, więc to wyzwanie przyjaźni z tobą. Wolałem to niż nic. Chciałem być przy tobie, a ty się odsuwałaś. Do Harrego…
- Jednak byłeś przy mnie. Przepraszam, że tak długo zajęło mi uświadomienie sobie moich uczuć. Dzisiaj jak przyszedłeś do mnie.. To było jak olśnienie. Jesteś cudowny i nie wiem jak mogłam wcześniej tego nie zauważyć. Kocham cię, Louis. Za wszystko. Za te chwile pocieszenia, śmiechu..
Louis nie chciał już tego słuchać. Zamknął mi usta namiętnym pocałunkiem.
- Kocham cię. – szepnął odrywając się ode mnie.- Kocham cię, kocham, kocham.. – powtarzał kradnąc mi pocałunki..
Zachichotałam. Byłam taka szczęśliwa.
- Jeszcze raz…
- Kocham cię..
I znów spałam z Louisem. Historia zatoczyła koło, bo Historia lubi się powtarzać. Tym razem jednak było inaczej. Wyjątkowo. Z miłości, której wreszcie poznałam smak. Nie mogłam sobie wyobrazić życia bez Louisa. Był moim centrum i tylko plułam sobie w brodę, że tak późno to zauważyłam. Zamiast mieszać się w cudze sprawy mogłam otworzyć oczy. Teraz cieszyłam się, że w ogóle to zrobiłam i dostrzegłam to co cały czas było blisko. Oparcie i człowieka, który miał dać mi szczęście.
Następnego dnia byliśmy we wszystkich gazetach. Jako para. Teraz wszystko miało być dobrze, miałam oparcie. Miałam swoje słońce, centrum, dla którego nie tylko opłacało się, ale po prostu chciało się żyć. Odnalazłam je późno, ale ciszyłam się, że w ogóle. Ten dzień miał być najpiękniejszym dniem mojego życia. Teraz wszystko miało być lepiej. W końcu i ja, i Nikol odnalazłyśmy szczęście, swoją drogę. Szczęście, o które tak długo zabiegałyśmy, a które było na wyciągnięcie ręki. Tak długo musiałyśmy walczyć z przeciwnościami losu, by teraz było dobrze.
By nasza droga wreszcie się wyprostowała.

***

To już ostatni odcinek z tej serii, został tylko epilog. Obiecuję wam, że jak go tylko opublikuję to będę ryczeć jak głupia..;c
Myślę, że trochę wyprostowałam, zakończyłam większość wątków i dałam wam trochę teorii do przemyśleń. Zdaje mi się, że spełniłam swoją rolę i pokazałam wam jakąś historię godną uwagi. Jaką? To już sami musicie sobie odpowiedzieć. Nieważne, o tym będę gadać na końcu.;)

Teraz tylko powiem, że nie wiem co będzie dalej z moją " karierą". I nie boję się waszych gróźb ; P
Teoretycznie mam pomysł na nowe opowiadanie, ale nie wiem czy dam radę to wcielić w życie. Jeżeli nawet dam to nie mam pojęcia w jakiej formie. Jest tyle możliwości. Pomyślę. 

Jednoparty jak obiecałam tak dodam, aczkolwiek sądzę, że lepiej jak dodam je na koniec. Teraz o już nie ma sensu wstrzymywać oficjalnego końca historii Nikol i Neli. To musi się zdarzyć..;c

Pozdrawiam, dziękuję za komentarze i zapraszam do oczekiwania na koniec tej historii.  I jednoparty. 
H.

niedziela, 25 marca 2012

Odc. 25

25.
- A! Chcesz wojny?!- krzyknął Louis rzucając we mnie plasterkiem sera. Otworzyłam zaskoczona usta i obrzuciłam go plasterkiem szynki, który wylądował mu na nosie. Ściągnął go płynnym ruchem i wyrzucił za siebie. Podparł się pod boczki, a następnie wystartował i nawet nie zauważyłam kiedy trzymał mnie w tali. Zaczełam się wyrywać i piszczeć. Wtedy do kuchni weszli Nikol z Liamem. Trzymali się za ręce. Stanieliśmy z Lou jak wryci.
- Czy ja o czymś nie wiem?- zapytałam zdumiona.
- Zdaje się, że nie wiesz, że masz ser we włosach. – zaśmiałam się i ściągnęłam plasterek. Rzuciłam go na szynkę Louisa i utkwiłam wzrok w przyjaciołach.
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodziło.
- Acha. A czy ja o czymś nie wiem.?- Nikol obrzuciła spojrzeniem mnie i Louisa, który trzymał dłonie na mojej tali.
- To nie tak.. Robiliśmy wojnę.. Zresztą nieważne. Nie wymigacie się.  – powiedziałam, a Louis natychmiast zabrał swoje ręce.
- No, słońca mówić co jest grane!- krzyknął wesoło Louis. Nikol zachichotała, a Liam się uśmiechnął.
- Postanowiliśmy spróbować jeszcze raz.- oznajmił chłopak.
- To super, stary.- przybił piątkę Liamowi Lou.
Do kuchni weszli Harry i Niall. Strasznie skacowani.
- Co się dzieje?- zapytał Harry szukając wzrokiem wody.
- E nic takiego tylko Nikol i Liam są znów razem. Wasze imprezy łączą.! – odpowiedziałam niby od niechcenia. Harry zrobił oczy jak dwa spodki. Chyba mu nawet kac przeszedł.
Do kuchni wpadł Zayn.
- Tak wiem, Liam i Nikol są razem. Słyszałem przez ścianę. – powiedział na wstępie. – Jest to świetna wiadomość, ponieważ dzisiaj mamy gale jakbyście zapomnieli, więc możecie iść razem.
- Och ten nasz Zayn. O wszystkim pamięta! – powiedział Harry klepiąc kumpla po plecach.
- Nie o wszystkim. Po prostu tyle nie pije. – przeszedł przez kuchnie i przystanął patrząc na podłogę.
– Co robi szynka na podłodze? – zapytał Zayn. Zaczełam się śmiać.
- Najprawdopodobniej leży.. Jak chcesz to możesz ją jeszcze wykorzystać. – wyszczerzył się Lou.
- Chyba żartujesz, stary. Przez te wasze wojny na żarcie niedługo zbankrutujemy. Trzeba chyba kupić psa. – wymruczał Zayn. Zaczełam się jeszcze bardziej panicznie śmiać. Lou oczywiście dotrzymywał mi towarzystwa.
- Może kupcie.. – wydusiłam. – Ja teraz spadam. Wieczorem macie gale to musicie się naszykować. Zobaczymy się jutro. Do zobaczenia.
Rzuciłam i wyszłam łapiąc w biegu mój płaszczyk. Zapięłam się na drodze i ruszyłam bardzo dobrze mi znanym ciągiem ulic.
- Nela!- usłyszałam za sobą krzyk. Ktoś mnie niezaprzeczalnie wołał. Obróciłam się i zobaczyłam biegnącego w moją stronę Harrego.
- Słucham cię?- bardziej zapytałam niż oznajmiłam. Byłam absolutnie zaskoczona.
- Może poszłabyś ze mną na tą galę, co?- zapytał. To brzmiało całkiem jak zaproszenie. Popatrzyłam na niego zdziwiona. Myślałam, że wszystko sobie wyjaśniliśmy.
-Wydaje mi się, że to nie jest dobry pomysł, Harry.Rozmawialiśmy przecież.. – rzuciłam łapiąc się za rękę na wysokości łokcia. Harry wpatrywał się we mnie przenikliwie.
-Jesteś pewna? Wiem, że rozmawialiśmy i to przecież nie tak, że.. No wiesz..
Nie wiedziałam. Wiedziałam jedynie, że między nami nic nie ma. I Harry też to wiedział. Jakbym przyjęła zaproszenie byłoby to całkowicie w złym stylu ze względu na nasze wcześniejsze relacje. Czułabym się po prostu niekomfortowo. 
- Jestem. Zaproś dziewczynę, na której ci zależy. – powiedziałam i spojrzałam na niego ostatni raz. Stał zamyślony lekko kręcąc głową. Nie wiedziałam dlaczego Harry wysunął mi taką propozycję. Przecież rozmawialiśmy na ten temat. Mogłam się tylko domyślać.

Było osiemnaście po osiemnastej. Ktoś o mnie pomyślał. Patrzyłam co chwilę nerwowo na zegarek. Ślęczałam nad książkami i miałam nadzieję, że czas przyspieszy. On jednak jak zaczarowany sobie spacerował.
Już trzeci raz czytałam to samo zdanie i mniej więcej co minutkę spoglądałam na zegarek. Sama nie umiałam wytłumaczyć mojego dziwnego podenerwowania. Dobrze wiedziałam, że powinnam się skupić na książkach i na tym co jest w nich napisane. Niedługo miałam mieć kolokwium. Jednak nie mogłam. Wszystko mnie rozpraszało.
Usłyszałam stukanie do drzwi.
- Wejdź ciociu!- zawołałam, ale ciotka nie weszła. Westchnęłam głośno i wstałam. Znów czegoś ode mnie chciała. Zawsze tak robiła. Najpierw pukała, a potem odchodziła, żebym musiała do niej przyjść.
Otworzyłam drzwi i stanęłam jak wryta. Przede mną stał manekin. Nie byle jaki manekin. Na sztucznej kobiecie wisiała najpiękniejsza sukienka jaką kiedykolwiek widziałam. Była czarna, błyszcząca bez pleców z mocno wyciętym dekoltem. Wyjątkowo seksowna. Wyglądała jak sukienki tych pięknych i bogatych celebrytek, które się widzi tylko w telewizji.
- Podoba ci się?- usłyszałam. Zza manekina wysunął się nie kto inny tylko Louis.
- Jest piękna, ale Louis, po co to wszystko?- zapytałam..
- Jak to po co? Nikol idzie na gale, więc ty też. I nie możesz teraz marudzić, że nie masz w co się ubrać.
- Nie wiem czy to jest dobry pomysł. – powiedziałam kręcąc się na pięcie. – W ogóle jak moja ciotka cię wpuściła?
- Przez mój urok. I ja wiem, że to jest bardzo dobry pomysł.
- Nie wolał byś wziąć jakiejś ładnej dziewczyny.. ?
- Biorę ładną dziewczynę. Są tego plusy, gdy dziennikarze się zapytają co to za dziewczyna, jesteście razem..- sparodiował te medialne hieny Lou. – To co odpowiem? To jest moja najlepsza przyjaciółka.
Uśmiechnęłam się szeroko. Tego zdania brakowało w propozycji Harrego. Z Louisem nigdy nie czułam się dziwnie. Było moim przyjacielem i jego propozycja wydawała się być bardziej na miejscu.
- No szybko, nie mamy czasu. Przebieraj się.! – chłopak klasną w dłonie. Teraz dopiero zauważyłam, ze stał przede mną w garniturze. Wyglądał cudownie. Może to właśnie miał być przełom?
Serce zabiło mi mocnej. Stałam jak głupia i szczerzyłam się. Czemu tego wcześniej nie zauważyłam? Tej cudowność mojego przyjaciela. Tego jak się uśmiecha, jak o mnie dba, jak wygląda, o czym mówi, jak mnie pociesza i zawsze daje dobre rady, dba o moje szczęście. Jak w jego ramionach czułam się bezpiecznie. Przypomniałam sobie jego dotyk, który był tak niesamowicie rozpraszający, a zarazem taką ostoją. Dodawał mi otuchy, wprowadzał spokój. Zawsze umiał mnie rozśmieszyć, sprawić by na moją twarz wypłynął uśmiech. Pamiętałam też te wspaniałe noce, które dla mnie nic nie znaczyły. Wtedy. Louis był chłopakiem marzeń, czemu miałam to zaprzepaścić? Ponieważ był moim przyjacielem i nie  mogłam się do niego „przystawiać”. Nie moja ranga. Jednakże mogłam sobie tylko pluć w brodę, że wcześniej nie zauważyłam jego idealności. Skromności. Porywczości. Jego pięknego uśmiechu, który kiedyś dla kogoś będzie centrum wszechświatu.
- Kornelia?- usłyszałam głos Louisa, który wyrwał mnie z zamyślenia. Uśmiechnęłam się słodko i wsunęłam do pokoju, żeby się przebrać. To miał być najpiękniejszy, lub najgorszy wieczór w moim życiu, z którym musiałam się zmierzyć. Bałam się. To była dla mnie nowość, jednakże kim bym była gdybym nie spróbowała? Może to właśnie miał być czas kiedy wszystko będzie już spokojnie, wróci do normy. Bez dramatów, boleści, wszechobecnego otępienia. Może. Nie umiałam przewidywać przyszłości, musiałam to sprawdzić na własnej skórze. A co miało z tego wyjść to miało się okazać w praniu. 

***

Co się zdarzy na gali? Czy Nela sobie poradzi ze stresem? A może Louis jej pomoże.? Czy jej najlepszy przyjaciel znów da o sobie znać? A może Harry znów wejdzie do gry? Czy poglądy Neli jeszcze bardziej wyewoluują? Czy otworzy oczy? Podejmie ostateczną decyzję? Ucieknie? Odrzuci możliwe opcję i znajdzie inną alternatywę? A może skoczy z mostu? 
Ja nie wiem, nic nie mówię.;)

*
Trochę ogłoszeń parafialnych!

Napisałam dwa jednparty i mam nadzieję, że wam się spodobają. Będą opublikowane już niedługo, a trzeci, w którego jestem w trakcie pisania troszkę później. Inne historie, inne postacie, szybkie rozwiązanie i oczywiście jak to ja banalne, ale ważne przesłanie, czy morał. Będą one oczywiście dłuższe od zwykłego rozdziału, ale mam nadzieje, że to nie stanowi dla was jakiejś wysokiej bariery nie do przejścia. ;)
Tak, więc zapraszam do oczekiwania na te "dzieła"..^^

Dziękuję za wszystkie komentarze. Dzisiaj stwierdziłam, że pokuszę się o mały szantażyk w celu sprawdzenia czy działa. 
Tak, więc im szybciej będzie 20 komentarzy ( słownie: dwadzieścia) tym szybciej dodam rozdział, a żeby was zmobilizować powiem tylko tyle, że następny rozdział będzie w sumie przedostatni.

Dziękuję za komentarze, za te długie i te krótkie. I wszystkie. Dziewczyny nie musicie mnie przepraszać za krótkie komentarze. Nie wymagam długich. Jeżeli oczywiście jest długi to jest mi bardzo miło, ale nie jest to konieczność. ;)
Dziękuję też za komentarz jedynemu tutaj chłopakowi, który nawet jeśli zabłądził to dodał komentarz i bardzo mi było miło dostąpić takiego zaszczytu. Pozdrawiam cię serdecznie zagubiony wędrowcze.!

To tyle. Pamiętajcie 20! To mój pierwszy i ostatni szantaż, więc proszę o wyrozumiałość. ( nie pogniewam się jeśli będzie więcej)

Pozdrawiam!
H.

czwartek, 22 marca 2012

Odc.24

24.

Obudziłam się w czyichś ramionach. Niewiele pamiętałam z ostatniej nocy. Byłam tak pijana, że nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Pamiętałam tylko nieziemską rozkosz i nieznajomego chłopaka, który wyglądał.. Właściwie nie wiedziałam jak. Film mi się urywał zanim go poznałam. Później tylko wspomnienia nocy. Rozkosznej, niezapomnianej nocy.
Obróciłam się twarzą do śpiącego obok chłopaka. Chciałam mu się przyglądnąć ten ostatni raz. Miałam nadzieje, że chociaż był w porządku. Nie chciałam się puszczać z byle kim, a nie oszukujmy się nie kontaktowałam zeszłej nocy. To co zobaczyłam aż mnie zmroziło. Chyba nigdy bym się tego nie spodziewała. Zaczełam przeraźliwie krzyczeć.
Chłopak wyskoczył z  łóżka jak oparzony w samych bokserkach. Popatrzył na mnie i szeroko otworzył oczy.
- Debilu, jak mogłeś mnie nie poznać!- krzyknęłam.
- Ja ciebie?! Jak ty mogłaś mnie nie poznać!- wydarł się na mnie Liam.
Zaczełam chodzić w kółko i mamrotać sama do siebie.
- Co robić? Co robić?
Nie widziałam żadnego rozwiązania. Czyżbym była tak zalana poprzedniego wieczoru, że nie poznałam Liama?  Wydawało mi się to jakimś przekomicznym żartem. Zaczełam się panicznie śmiać, byłam aż tak załamana.
- Nikol? Dobrze się czujesz?- zapytał Liam.
- Nie! Jak mam się czuć?! A jak ty się czujesz? Może lepiej, co?!
- Ani trochę, ale może trochę spokoju. Stało się i się nie odstanie. Przespałem się z tobą i co? To nie pierwszy raz.
- Owszem, nie pierwszy, ale.. Liam, kurcze.. Ja chciałam zapomnieć. Przypominam ci, że mnie odrzuciłeś.. To czemu do cholery jasnej się ze mną przespałeś? – rzuciłam w niego pierwszą lepszą złapaną poduszką. Złapał ją z łatwością i mi odrzucił.
- A ty czemu?! Ja z takiego samego powodu. Chciałem rozrywki, a byłem tak zalany, że nie poznałem.!
- Aaa! – krzyknęłam z rozpaczy, bezsilności i znów, mocniej rzuciłam w niego poduszką. Tym razem się uchylił.
Usiadłam na łóżku. Czułam się dogłębnie zeszmacona. Chciałam rozrywki, a otrzymałam jak zwykle ból, cierpienie i całkowite przeciwieństwo. Czemu to musiało spotkać właśnie mnie? Łzy cisnęły mi się do oczu, ale postanowiłam być twarda. Przykryłam się leżącą obok kołdrą. Ścisnęłam róg kołdry i zacisnęłam zęby. Zrobiło mi się słabo. Liam stał pod oknem. Żadne z nas się nie ruszyło.
- To nie powinno się zdarzyć.- wyszeptałam.
- Ale stało się. Ja też pluję sobie w brodę.
- Wiesz, lepiej bym się czuła jak okazałbyś się Harrym. – powiedziałam.
- Czemu? Przecież jeszcze niedawno mnie kochałaś. – zadrwił Liam.
- Przestań ze mnie szydzić. Przecież cię to już nie dotyczy. Masz to wszystko gdzieś. Zapewne właśnie zdradziłeś swoją nową dziewczynę. – tym razem ja uciekłam się do  ironii.
- Nie rób ze mnie jakiegoś uwodziciela. To wszystko twoja wina. – usłyszałam za swoich pleców. Liam cały czas stał pod oknem, a ja siedziałam do niego plecami. Obróciłam się przez ramię.
- Coś jeszcze chciałbyś mi powiedzieć? Może jeszcze jakieś wyrzuty, zarzuty, oskarżenia? Przecież cię to nie boli. Wyrzuć to z siebie! Nie krępuj się!
Odrzuciłam kołdrę i stanęłam przed nim rozkładając ręce. Nie miałam na uwadze tego, ze stoję w samej bieliźnie.
- Jesteś niezwykle seksowna. – powiedział patrząc na mnie z góry do dołu. Skrępowałam się i przesłoniłam kołdrą.
- Wszystko już dostałeś. – rzuciłam z pogardą.
- Owszem i bardzo mi się podobało. – Liam podszedł bliżej. Zakręciło mi się w głowie. Co on w ogóle mówił?
- Ty to zawsze umiesz zmienić temat. – zarzuciłam mu.
- Co mam ci powiedzieć, Nikol? Chcesz, żebym cię obraził i wyzwał od najgorszych? Ulży ci wtedy? A jak ja nie chcę? Jeżeli nie uważam, że to źle, że to ty?
Popatrzył na mnie wzrokiem pod którym miękły mi kolana.  
- Co to znaczy, Liam? I ty mówisz, że ja bawię się uczuciami innych? Jeszcze niedawno mnie stąd wyrzucałeś, a teraz.. Nie rozumiem.
-Ja też nie rozumiem. Po prostu.. Jesteś cudowna Nikol. Cieszę się , że znów pojawiłaś się na mojej drodze. Każda minuta jest minutą straconą. A to kiedy kazałem ci wyjść.. To najgorsza decyzja w moim życiu. Nawet sobie nie wyobrażasz jak jej żałuję.
- Liam..- westchnęłam.
- Nie przerywaj mi, Nikol. Może czas to wszystko naprawić? Pamiętasz jacy byliśmy szczęśliwi jak byliśmy razem.. Dlaczego straciliśmy to wszystko na co tak długo pracowaliśmy? A może ten cały ból i cierpienie sobie wmawiamy, a wmawiając to sami zadajemy sobie ten ból? Skończmy z tym. Prawda, jest taka, że każdy dzień bez ciebie był i jest dniem straconym. Ta noc dowiodła, że nam razem najlepiej. Ja nie umiem bez ciebie żyć, nie rozumiem jak mogłem być takim głupcem żeby ci nie wybaczyć, więc teraz sam proszę o wybaczenie.. Nic nie stoi nam na drodze, Nikol.
Straciłam dech w piersiach. Stałam skamieniała i patrzyłam na stojącego przede mną chłopaka. Kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć. To było takie.. piękne. Niezaprzeczalnie chciałam tego. I może Liam miał rację? Może sami wmawialiśmy sobie, że to się nie uda, że będzie boleć. Zamiast po prostu spróbować i cieszyć się sobą. Co stało nam na przeszkodzie? Teraz już nic. Przecież mogłam się przenieść na uczelnie w Londynie. I być zawsze blisko niego. Odnaleźć szczęście. Może czas w końcu przejrzeć na oczy i zacząć spełniać własne marzenia? Porzucić przeszłość i zacząć nowy rozdział nie usuwając starych przyjaciół. Coś nowego przy boku czegoś starego.
Byłam niezdolna do wypowiedzenie słowa, więc po prostu przysunęłam się bliżej, a wtedy Liam brutalnie porwał mnie w ramiona i pocałował. Uśmiechałam się gdy namiętnie się całowaliśmy.
- To koniec. – szepnęłam.
- Koniec. Nigdy cię nie opuszczę. Już nigdy. – powiedział mi do ucha Liam. Przytuliłam go mocno. – Pragnę cię, Nikol i nic tego nigdy nie zmieni. Kocham cię.
- Nigdy nie mów nigdy.
- Nigdy!.
Popatrzyłam mu w oczy i pocałowałam. Czy zawsze mieliśmy być razem? Nie wiedziałam tego, ale miałam nadzieję. Dążyłam do szczęścia jak każdy i miałam cichą nadzieję, że właśnie je znalazłam.
Ten poranek był równie cudowny jak poprzedzająca go noc. Namiętny, spełniony,  przesycony ogniem, który znów we mnie płonął, który znów się rozpalił i łzawy. Nie chciałam płakać, ale nic nie mogłam poradzić na łzy szczęścia, które spływały mi po twarzy niezależnie od mojej woli. Czemu zawsze nie mogło być tak cudownie? Czemu straciliśmy aż tyle czasu na wmawianiu sobie niewiadomo czego? No czemu?
Niezaprzeczalnie byliśmy sobie przeznaczeni. To był koniec bólu. Koniec cierpienia, zwodzenia, nadziejni i wszystkiego co doprowadzało do obopólnej nienawiści. To był nareszcie koniec. Czy zatem nasza Historia dobiegła końca? Nie. Ona się miała toczyć. Biec jeszcze długo i nie zwalniać. Z każdym kolejnym dniem rozpędzać się coraz bardziej by w końcu dojść do punktu kulminacyjnego, a potem spokojnie dobić do cichego, odludnego i szczęśliwego portu. Spełnienie. 
***
Brak komentarze także jest jakimś komentarzem.;)

Mam jednak nadzieje, że wam słów nie braknie i będziecie komentować.

*
Tyle do odcinka, co ode mnie.. Nie chciałam nigdy posuwać się do szantażu o komentarze, ale nie wiem. Czasami mnie zaskakujecie pozytywnie, a czasami.. Szkoda słów. 
Tak czy inaczej, mam nadzieje, że co do opowiadania czujecie to co ja ;) Jeszcze niewiele więc delektujmy się, przynajmniej ja.;)
Dziękuję tym co komentują i błagam o więcej.!

Pozdrawiam.!
H.