poniedziałek, 16 lipca 2012

Jednopart 6

Postanowiłam troszkę odświeżyć tego bloga, więc wreszcie zrealizowałam pomysł, który siedział mi w głowie od dłuższego czasu. Mam nadzieje, że będzie wam się podobał. Ostrzegam, że są tam pikantne scen, które miały brać udział w konkursie, jednak z powodu małego poślizgu nie udało mi się ich nawet napisać w terminie.
Myślę, że to dość słaby jednopart, ale ocenę zostawiam wam. Pamiętacie jeszcze o tym blogu?

Przejdźmy zatem do lektury!
*


Piekielny upał.. Stałam w słońcu, osłaniając oczy ręką i czekając na najwcześniejszy autobus, którym miałam jechać do domu. Cała aż lepiłam się od potu, który ściekał ze mnie jak woda z mokrego prania. Wytarłam spocone ręce o koszulkę nie przejmując się tym, co powiedzą ludzie stojący obok. Każdy z nich miał identyczny problem z gorącem. Znów przyłożyłam rękę do czoła tworząc coś a’ la daszek osłaniający moje oczy. Niedaleko zauważyłam mój autobus pnący się po zatłoczonych ulicach do przystanku.  Ktoś mnie popchnął. Zatoczyłam się lekko w bok i cisnęłam błyskawice w stojącego obok chłopaka. Uśmiechnął się nieśmiało ukazując białe zęby.
- Patrz jak stawiasz nogi!- wrzasnęłam. Kilka osób stojących w pobliżu odwróciło się z zaciekawieniem. Moja wybuchowość zawsze trochę przerażała, krępowała i dziwiła. Chłopak podniósł ręce w obronnym geście, ale nie odezwał się. Uśmiech zszedł mu z twarzy. Obrócił się i odszedł dwa kroki. Mogłam mu się przyjrzeć. Był całkiem przystojny. Ciemne oczy okalały ciemne brwi. Blade wąskie usta uwydatniały chude policzki, a jasną cerę podkreślały ciemno-brązowe włosy równo podcięte. Gdybym nie zareagowała tak spontanicznie, może by się odezwał. Może specjalnie na mnie wpadł.. Niestety zawsze wszystko psułam. Mój niewątpliwie silny charakter skutecznie sprawiał, że ciągle byłam sama. Nie miałam w nikim oparcia, nikt nie widział we mnie na tyle pozytywnych cech nawet, żeby mnie lepiej poznać. A najgorsze było to, że tak już miało zostać. Do końca mojego bezsensownego życia, które jeszcze jednak dało się uratować. Wystarczyło, że dostane się na studia, na moją wymarzoną architekturę, a później będę mieszkać na obrzeżach Berlina. Droga do tego jednak była jeszcze długa i uciążliwa. Codziennie walczyłam z samą sobą, by się spiąć i walczyć, choćby o to co z moim charakterem mogę mieć, nic ponad stan.
W końcu mój autobus nadjechał. Wtoczyłam się do środka z całą resztą tłumu. Pierwsze co mnie uderzyło to zapach stęchlizny i odświeżacza powietrza. Zapach, który już świetnie znałam. Później moje oczy dostrzegły plamy na tapicerce, a ręce zostały skażone milionami bakterii.
Zajęłam pierwsze lepsze wolne miejsce. Po drugiej stronie wąskiego autobusowego przejścia między fotelami zasiadł chłopak, na którego przed chwilą zawarczałam. Widać było, że  to miejsce nie specjalnie przypadło mu do gustu. Odwrócił głowę i uparcie wpatrywał się w okno. Więcej już się nim nie przejmowałam. Wyciągnęłam w torby moją ulubioną książkę i zatopiłam się w pięknym, romantycznym świecie z początku XIX wieku.
Autobus mknął ulicami Berlina, które już znałam na pamięć. Nie odrywając nawet wzroku od książki wysiadłam na właściwej stacji, gdy tylko się zatrzymał. Szłam kawałek nieświadoma otaczających mnie ludzi. Jednak gdy wpadłam na latarnie schowałam książkę do torby.
Nie spoglądając nawet na budynek, który doskonale wiedziałam jak prezentuje się z zewnątrz, który oglądałam kilkanaście razy dziennie weszłam do środka i przeskakując po kilka stopni naraz gnałam przez klatkę schodową. Zielone brudne ściany tonęły w przytłumionym mroku klatki schodowej starego bloku.
- Anja!- usłyszałam za sobą. Przystanęłam w pół kroku wchodząc na trzeci schodek drugiego piętra. Obróciłam się i zbiegłam pod drzwi, z których dochodził znajomy dla mnie głos, który dzisiaj był wyraźnie podekscytowany.
Z drzwi wychyliła się bardzo wysoka, chuda dziewczyna o nienaturalnie długich rękach. Miała rudawe włosy, mały nos i niebieskie oczy. Lewą ręką poprawiła znajdujące się na jej nosie hipisowskie okulary z oprawkami w kwiaty. Zerknęłam kątem oka na jej dziwną zwiewną, wzorzystą spódnice i mnóstwo kolorowych korali na szyi. Typowy styl dla Angeli Bauer mojej przyjaciółki z klatki.
- Co się stało, Angela?- zapytałam przechodząc z moich polskich myśli na płynny niemiecki.
- Nie uwierzysz..! To jest nieprawdopodobne..
-Mieszkamy w Berlinie, tu wszystko jest prawdopodobne. Mam nadzieje, że zakomunikujesz mi koncert Xaviera Naidoo. – przerwałam jej.
Berlin. Piękne miasto. Uporządkowani ludzie i łamiący stereotyp sztywniaków. Mieszkałam w Berlinie już siódmy rok. Przeprowadziłam się tu z rodzicami w poszukiwaniu lepszego życia. I nie narzekałam. Znalazłam je.
- Lepiej!- wykrzyknęła. Popatrzyłam na nią z niecierpliwością. Nie lubiłam takich tajemnic i podchodów, a do tego byłam głodna i spieszyło mi się na obiad.
- Powiesz wreszcie o co chodzi..?- warknęłam. Zwykle się oburzała, gdy powiedziałam coś do niej takim tonem, tym razem jednak nawet nie zareagowała.
- One Direction będą podpisywać płyty! Tu w Berlinie. Pójdziesz ze mną, nie?- zapytała. Uśmiechnęłam się słabo,. Wcale mi się nie uśmiechało stać cały dzień w ogromnym tłumie rozwrzeszczanych nastolatek, ale czego się nie robi dla jedynej przyjaciółki.
- Nie możesz iść z Andreasem?- podsunęłam. Mimo wszystko chciałam się wykpić. Lubiłam One Direction, ale nie miałam ochoty na tak drastyczne zbliżanie z tyloma dziewczynami.
- Andreas też idzie, ale nie chciałam być z nim sama. Wiesz jaka jestem.. Mogłabyś, proszę..
Westchnęłam. Wiedziałam, że Angela boi się chłopców, nie lubiła z nimi spędzać czasu. Zapewne dlatego, że strasznie ją zawstydzali.
Pokiwałam głową, a gdy tylko to zrobiłam przyjaciółka rzuciła się na mnie z piskiem jak opętana. To był początek koszmarnego tygodnia do przyjazdu gwiazd i nie lepszych dwóch po ich wyjeździe.

Już czwarta godzinę spędzałam pod jakąś metalową bramką czekając aż wpuszczą nas do środka. Angela musiała być w pierwszym rzędzie, by chłopcy jeszcze nie byli zmęczeni. Oni może nie będą, ale ja byłam w opłakanym stanie. Byłam głodna, zła i co chwilę popychana przez jakąś piskliwą małolatę. O żeby to tylko jedną. Dostawałam szału, ale czego się nie robi dla przyjaciół.
- Jak długo jeszcze..? Boli mnie ręka.- zaczął narzekać Andreas.
- Zaraz będą.. – rzuciła Angela stojąc na palcach i wypatrując swoich gwiazd mimo, że stała pod samą bramką.
- Mówisz to już piąty raz. – żachnął się Andreas. Angela go zignorowała i w tym momencie osiłek, który pracował w ochronie otworzył bramkę.
To co się działo potem pamiętam jak przez mgłę. Jeden wielki chaos. Ludzie napierający z każdej strony. Wbijający w siebie nawzajem łokcie, kolana i przypadkowe przedmioty.. Wrzask i piski.. Wszyscy zachowujący się jak zwierzęta. Bałam się, że mnie podepczą. Byłam jednak zawzięcie ciągnięta przez Angele w pierwszy rząd. Zaczęłam się o siebie bać, byłam po prostu przerażona w co się mogą zmienić słodkie dziewczynki. Oczywiście, były też starsze dziewczyny, ale nie wszystkie zachowywały się właściwie na swój wiek.
Angela rzuciła mnie na barierkę. Przypięłam się do niej rękami i ani drgnęłam gdy tłum napierał na moje plecy . Ktoś nawet ugryzł mnie w ramię. Chciałam się stamtąd wydostać. Czy to naprawdę było warte tego, żeby przez chwilę zobaczyć kilku przystojnych facetów. Ładnych chłopców można było spotkać na ulicach Berlina. Nie zawsze były to gwiazdy rocka, ale może to i lepiej.
O tym, że zaczyna się całe przedstawianie poinformowało mnie kilka tysięcy dziewczęcych gardeł, z których teraz wychodziły wysokie piski. Nawet Angela zaczęła skakać. Patrzyłam na przyjaciółkę wstrząśnięta.
- Anja!!!- wytarł się Andreas. Obróciłam się, ale nigdzie go już nie widziałam..
-Andreas!- zawołałam, ale odpowiedziała mi cisza. W przenośni, oczywiście. Tysiące osób wydawało z siebie dźwięki, więc jak miałam usłyszeć mojego przyjaciela. - Angela gdzie jest Andreas, czemu go nie trzymałaś..? Angela!- wrzasnęłam gdy przyjaciółka kompletnie mnie zignorowała. Ona jednak dalej mnie nie słuchała. Tępo wpatrzona w scenę nawet na chwilę się nie obróciła, kiedy ja na poważnie zaczęłam się martwić.
- Cicho idą! – syknęła i dalej skupiła swoją uwagę  na wchodzących na scenę chłopców, którzy w tej chwili wydawali się najważniejsi. Ważniejsi nawet od przyjaciela. Mocno się zawiodłam.
Na scenę weszło pięciu młodych ludzi. Doskonale znałam ich z plakatów. Zaczęli machać do publiczności i zajmować miejsca za długi, specjalnie dla nich przygotowanym stołem.
Zabawny Lou, poważny Liam, romantyczny gitarzysta,  egzotyczny buntownik i uroczy loczek. Tak, znałam ich…. Byli wszędzie. Berlin był nimi wręcz oblepiony, na każdym kroku można było spotkać fankę lub antyfanów. Gdybym dalej mieszkała w Polsce zapewne nie udało by mi się ich spotkać, a przynajmniej nie tak blisko.
Teraz jednak nie martwiłam się o nich .Dla każdego ważne było coś innego. Gdzieś zaginął mój przyjaciel i bałam się, że ktoś go zadeptał, przygniótł..
 Zaczęli po kolei wpuszczać na scenę. Scena. Teraz cieszyłam się, że jestem tak blisko. Im szybciej tym lepiej. Jeszcze chwilę.
Angela już podskakiwała w miejscu czekając na swoją kolej. Ja również zaczęłam powoli przestępować z nogi na nogę. A jak on teraz leży gdzieś  pośród spoconych nóg mnóstwa napalonych nastolatek. Moje czarnowidztwo oczywiście dodawało mi animuszu. Zawrzała we mnie niezdrowa adrenalina, a przerażenie wzięło górę.
- Widzisz?! Są porywający!- krzyknęła do mnie Angela błędnie interpretując moje zachowanie jako entuzjazm. Nie chciałam już jednak nic mówić. Pokiwałam tylko głową i wpadłam na schody na scenę. Wszystkie dziewczyny po kolei podchodziły do każdego z chłopców siedzących w rzędzie. Ja gdy tylko wbiegłam na scenę rzuciłam się w drugą stronę i zaczęłam przeczesywać tłum.
- Andreas!- krzyknęłam.  Mój krzyk jednak nikł w hałasie. Stałam na samym skraju podwyższenia i darłam się, ale nic nie mogłam wskórać.  
- Ej!- krzyknął jeden z chłopców siedzących niedaleko. Blondyn. Niall.. Rozłożyłam ręce. On popatrzył na mnie pytająco.
- Zgubiłam przyjaciela.- powiedziałam. – I nie potrzebuje autografu.
Chłopak się zaśmiał i szepnął coś do swojego kolegi siedzącego obok, którym okazał się być Liam, jak się nie myliłam. Przez chwilę byłam zainteresowana jak bawią się w głuchy telefon.
- Jak nazywa się przyjaciel?!- krzyknął do mnie Harry z przeciwległego końca. Obróciłam się i popatrzyłam na chłopaka o bujnej fryzurze. Wpatrzony był we mnie pytająco i czekał.’
- Andreas Muller. – odpowiedziałam.  Angela zaskoczona, która właśnie w tej chwili brała autograf od Louisa odwróciła się gwałtownie i krzyknęła.
- Zgubiłaś Andreasa!?
- To ty zgubiłaś Andreasa!- wydarłam się. W tej chwili na całą salę rozległ się tłumiony śmiech i głos, który nawoływał mojego przyjaciela.
- Andreas Muller proszony o wysłanie sms’a do swoich przyjaciółek..- Harry z mikrofonem przy ustach zawiesił głos patrząc na mnie.
- Anji.- rzuciłam
- Anji.- powtórzył gwiazdor i uśmiechnął się do mnie krzepiąco. Po chwili przyszedł do mnie sms, że Andreas stoi na samym końcu, ma się dobrze i już nie ma zamiaru pchać się w tłum. Odetchnęłam z ulgą i podeszłam do Harrego tym samym wpychając się komuś w kolejkę. Tym kimś okazała się być bardzo niezadowolona blondynka.
- Dziękuję za pomoc.- powiedziałam.- Teraz byłabym zainteresowana tym podpisem. Tak, żeby ci się smutno nie zrobiło..
Harry się zaśmiał i podpisał się na kartce.
- Nie zrobi mi się tylko wtedy jeśli zadzwonisz..- rzucił i zobaczyłam jak na odwrocie stawia kilka równych cyferek uśmiechając się przy tym szelmowsko. Odwzajemniłam uśmiech, zabrałam kartkę i zeszłam ze sceny, by następnie wyciągnąć telefon i wystukać jeszcze świeży numer.
- Miałem taką nadzieje, że pani zadzwoni.- usłyszałam w słuchawce. – Teraz jestem jednak w pracy. Spotkajmy się za dwie godziny.
I tak umówiłam się z Harrym Styles’em.

Wspomnienia odżyły na nowo z całą swoją mocą. Uśmiechnęłam się sama do siebie swoimi wąskimi spierzchniętymi ustami. Teraz była najlepsza część całego zdarzenia. Część, która zawsze paliła się jasno w mojej pamięci. Miała być ze mną do końca moich dni. Była zachowywana właśnie na takie chwile. To było coś, czego nigdy miałam nie żałować nie zaważając na skutki. Na nic. Tylko czyste, szczęśliwe wspomnienie.

Gorąco. Gorąco jak w saunie. Zimne powietrze wlatujące przez otwarte okno smagało moją rozgrzaną skórę jak biczem. Nic jednak nie było wstanie mnie otrzeźwić. Palący płomień pożądania przeszywał mnie na wylot jak strzała pędząca z zawrotną szybkością, by wreszcie dosięgnąć celu. Pot oblepiał moje całe ciało i spływał stróżkami w dół. Nie byłam w stanie myśleć. Jedyną rzeczą jaka wypełniała mój umysł były jego błądzące i poznające z każdym kolejnym ruchem moje ciało delikatne dłonie oraz smakujące mnie powoli bez pośpiechu raz za razem namiętne wilgotne usta podsycające z każdą chwilą pożądanie.
Przymknęłam oczy i rozkoszowałam się każdym doznaniem, każdym malutkim wyładowaniem elektrycznym w zetknięciu z jego skórą. Każdym delikatnym i tym namiętnym pocałunkiem. Każdą pieszczotą. Poddawałam mu się bez wysiłku wdychając najlepsze perfumy jakimi był jego zapach. Piżmo, mydło cytrynowe i nutka spoconego ciała, a wszystko doprawione szczyptą pożądania unoszącego się w powietrzu. Wszystko to przyprawiało mnie o ból głowy kiedy wyginałam się z podniecenia jak rasowa kotka.
Jego pieszczący głos szeptał moje imię przez co z głębi gardła wymykały mi się ciche jęki. Wszystko razem przyprawiało mnie o paląc ból, o potrzebę połączenia się z nim w jedno. Miałam już dosyć delikatności. Obudziło się we mnie zwierzę, które jak najbardziej chciało być zdominowane przez jego męskość.
Zanurzyłam palce w jego bujnych lokach i czesałam je palcami rozkoszując się ich miękkością, by po chwili przesunąć ręce niżej i zedrzeć z niego koszulkę, dotykać jego wyrzeźbionych mięśni i badać skrawek po skrawku jego ciało. Zataczałam małe kółeczka na jego skórze a on wydawał z siebie jęki.
Wszystko było zasnute mgłą. Każdy ruch, każdy gest, który przybliżał mnie przed całkowitym obnażeniem się przed chłopakiem, którego nawet nie znałam. Z którym widziałam się pierwszy i ostatni raz w życiu. Z którym miała stracić to co miałam najcenniejsze. Jednak już o to nie dbałam. Liczył się moment.
Chwila, z którą się uzupełniliśmy była najpiękniejsza w moim życiu. Nie było żadnego bólu tylko czysta radość i przyjemność. Byliśmy jednością i dawaliśmy sobie przyjemność tak długo dopóki nas razem i każdego z osobna nie dopadło spełnienie, o którym oboje marzyliśmy. Dopóty zmęczeni nie opadliśmy na poduszki z nadzieją, że będziemy pamiętać te chwile do końca życia. Zasnęłam z radością, że stworzyłam swoją własną historię..

Rano Harrego już nie było. Zostałam sama jak palec z jeszcze świeżymi wspomnieniami ostatniej nocy i niewielkim liścikiem na poduszce.
Było wspaniale. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy.
Harry, xxx
Niby nic, a tak wiele. Uśmiechnęłam się do swoich wspomnień. Wiedziałam na co się piszę, i niczego nie żałowałam. Nigdy niczego nie żałowałam. To było moje życie i miałam prawo czerpać z niego garściami. Nie kochałam tego chłopaka, on mnie też nie. Ba, znałam go kilka godzin i nie marzyłam o wielkiej miłości. Chciałam tylko własnych wspomnień i własnego życia, mojej osobistej historii, którą sama napiszę. I udało się.

- I co dalej, babciu? No opowiadaj! Co się wydarzyło na randce?- zapytała mnie moja wnuczka Andrea. Była taka podobna do mnie jak byłam młoda. Miała już osiemnaście lat, a dalej lubiła słuchać  babcinych opowieści. To już był ten czas kiedy mogłam jej opowiedzieć ten epizod mojego życia, który nie wiązał się z moim ukochanym mężem.
- Dalej? Nie było nic dalej. Spędziłam z nim jedną z najpiękniejszych nocy w moim życiu i nigdy więcej miałam go nie spotkać.
- To nie fair!- wykrzyknęła Andrea.- Liczyłam na coś innego. Wielka miłość, hollywoodzkie zakończenie..
- Wtedy nie było by dziadka..- szepnęłam patrząc jak mój osobisty teraz siwowłosy przystojniak przekracza próg werandy.
-Historia z Harrym Stylesem..?- zapytał.. Pokiwałam głową.
- Zaczyna mi się wydawać, że to nigdy się nie wydarzyło..- żachnęła się Andrea.
- To babcia ci jeszcze nie pokazała zapisanego skrawka papieru z autografem i numerem..?
- Babciu!- krzyknęła moja jedyna wnuczka, a ja się tylko uśmiechnęłam. Takie chwile są piękne, które możemy wspominać i dzielić się nimi. Kto nie lubi słuchać o znajomości, chociażby krótkiej, swojej rodziny z wielką gwiazdą?


***


I co było aż tak źle? Myślę, że  aż tak nie.; )) Liczę na wasze opinie.;))


Pozdrawiam!
H.


PS. W międzyczasie zapraszam na dwa moje nowe blogi!
braterstwo1d.blogspot.com
i prowadzony z Edith podrugiej-stronie-lustra.blogspot.com

14 komentarzy:

  1. Awww, takie "wspomnienia z przyszłości" są słodkie, łezka się w oku kręci na myśl o tym, co będzie z nami i nimi kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeny, ten jednopart jest po prostu wspaniały. Naprawdę świetny. Taki... Nawet nie wiem, co powiedzieć. Taki w Twoim stylu. A ja kocham wszystko, co Twoje :) On jest cudowny, normalnie się w nim zakochałam ;) Strasznie fascynująca historia, jest po prostu idealny. Tak, idealny. To chyba dobre określenie.
    Pozdrawiam xxxxxxxxx

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytając końcówkę miałam i nadal mam ogromny uśmiech na ustach.

    Jesteś fenomenalna - z twoich opowiadań jak i jednopartów wychodzi, że naprawdę masz wielki talent do opisywania wszystkiego w niebanalny, wyjątkowy sposób! ZAKOCHAŁAM SIĘ.

    Muszę przyznać, że z twoich wszystkich jednopartów ten podobał mi się najbardziej :) Różni się od pozostałych, jest wspomnieniem 1 nocy z gwiazdorem - kto by przypuszczał :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Błagam o jednopart z Zaynem!!!! Jestem po blogu i reszcie jednopartów spragniona Zayna jakkolwiek by to nie brzmiało ;P Jak napiszesz powiadom na na gg 7325803 Shatzi

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie marzy ci się piękny, nowy wygląd bloga? Nie chciałabyś, żeby wyglądał bardziej profesjonalnie, przyciągał spojrzenia? Ładny szablon = więcej obserwujących. Zapraszam na Szabllon.blogspot.com - szabloniarnię stworzoną z myślą o takich blogach! Kto pierwszy, ten lepszy, czekam! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sory że tak późno ale nie mogłam się tak jakoś wyrobić.
    Jednpoart super, taki inny ,a zakończenie fenomenalne , nie wiem skąd ty bierzesz takie pomysły ale są świetne
    Pozdrawiam=]]

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział/jednopart, masz wielki talent, zajebiście piszesz :)



    zapraszam na:
    http://was-i-the-only-one-who-fell-in-love.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. woww! jesteś niesamowita! kocham cię i kocham twoje opowiadania <333 a końcówka tego jednopartu, nie powiem, zaskoczyła mnie....w pozytywnym sensie <3

    - mrs. darkness

    OdpowiedzUsuń
  9. Cześć! Chciałabym zachęcić Cię do przeczytania oraz skomentowania już piątego rozdziału, który pojawił się na moim blogu (: + Jako, że obeicałyśmy dodać fakty o nas, obietnicię dotrzymałyśmy, serdecznie zapraszam! ♥

    OdpowiedzUsuń
  10. Megaa <3
    zapraszam również do siebie
    http://zawsze-there-gdzie-you.blogspot.com/
    http://nie-zamkne-sie-przed-toba.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. megaśny <3
    zapraszam do siebie i liczę że zostawisz po sobie komentarz, a jeśli podoba ci się mój blog to zaobserwuj odwdzięczę się tym samym ;*
    http://neversayneveruntilyoutry.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Postanowiłam spróbować swoich sił w pisaniu, mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie ;d
    Zadajcie sobie pytanie- co byście zrobili, gdybyście nagle dowiedzieli się, że umieracie? Że wasze dni są policzone? Że od teraz ciąży nad wami przerażająca świadomość tego, że nieuchronnie zbliżacie się ku końcowi. Zapewne większość z was załamałaby ta wiadomość. Ale ona była inna. Chciała wycisnąć z życia jak najwięcej, niczego nie żałować, cieszyć się każdą chwilą. Póki jeszcze mogła.
    Nazywa się Catalonia, a jej czas dobiega końca.
    50 postanowień na 5 lat życia, młoda, pełna energii dziewczyna i pięciu zagubionych chłopców.
    www.i-wont-let-you-go.blogspot.com nowe opowiadanie o one direction. ZAPRASZAM SERDECZNIE!

    OdpowiedzUsuń